Awantury, modlitwy i molestowanie, czyli przypadki z życia stewardessy

Gdy jest pożar silnika, ona wciąż ma uśmiech na twarzy
13 minut czytania
10413
5
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
12 grudnia 2017

Jak się zachować, kiedy jedna z największych na świecie gwiazd muzyki pop paraduje po pokładzie samolotu w samych majtkach? – Takich dziwacznych sytuacji, które wprawiły załogę w stan konsternacji, było wiele w moim życiu zawodowym – mówi Teresa Grzywocz, z wykształcenia arabistka, z zawodu stewardesa, a także autorka bloga i książek.

Edyta Ochmańska: O stewardesach zatrudnionych tak jak pani, przez prywatnych właścicieli powietrznych taksówek, krążą legendy. Ciężką pracę i wysokie wymagania wynagradzają im podobno dalekie podróże, dobre zarobki, blichtr, luksus i możliwość obcowania z ciekawymi ludźmi. Czym różnią się loty prywatnymi samolotami od zwykłych rejsów pasażerskich?  

Teresa Grzywocz: Wymagania zwykłych linii pasażerskich są niższe wobec oczekiwań, jakie muszą spełnić stewardesy latające z gośćmi prywatnych samolotów. Tu liczy się nie tylko piękny uśmiech, nienaganna prezencja i perfekcyjna znajomość języka angielskiego. Muszą znać się na wyszukanych potrawach, alkoholach i sposobie ich serwowania. Wskazane wyższe wykształcenie.

Przede wszystkim stewardesa jest tutaj sama na pokładzie. Odpowiada za wszystko: całą logistykę, catering i sprzątanie. Często pasażerowie sami układają swój jadłospis. Proszą o określone potrawy, często z konkretnej restauracji. Stewardesa przygotowuje kabinę: wykłada świeże kwiaty, gazety, kolorowe magazyny czy owoce. Jej rolę porównałabym do agenta gwiazdy, którego zadaniem jest często zorganizowanie niemożliwego. Przede wszystkim jednak musi mieć wysoką kulturę osobistą, być błyskotliwa i umieć wybrnąć z najtrudniejszych nawet sytuacji. Bo jak się na przykład zachować, kiedy jedna z największych na świecie gwiazd muzyki pop zaczyna, jak gdyby nic, paradować po pokładzie w samych majtkach? Takich sytuacji, kiedy nie do końca wiedziałam, jak się zachować, było wiele. Zdarzyło mi się też lecieć z samym paszportem, bo klient zapomniał i dokument należało jak najszybciej dostarczyć z USA do Europy. Podczas ośmiogodzinnego lotu na pokładzie nie było ani jednego pasażera, tylko ja i dwóch pilotów. Brzmi absurdalnie? Moja koleżanka leciała z kotem klienta. To świat, w którym pieniądze potrzebne na tak kosztowne przedsięwzięcia nie grają roli.

Teresa Grzywocz

I przy tego typu lotach potrzebna jest stewardesa?

Tak, kotem trzeba było się opiekować przez cały lot. A po wylądowaniu przekazać go odpowiednim służbom na lotnisku.

A jaki był pani najtrudniejszy rejs?

Awaryjne lądowanie podczas jednego z lotów powrotnych do Damaszku. Pracowałam wtedy dla dużych pasażerskich linii arabskich – Etihad Airways. Zaraz po starcie usłyszeliśmy huk i silny wstrząs. Okazało się, że jeden silnik uległ awarii. Obecnie samoloty mogą wprawdzie lecieć spory dystans na jednym silniku, ale jak to wytłumaczyć spanikowanym pasażerom?

Trzeba było zachować zimną krew i ogłosić, że musimy wracać na miejsce startu, bo jeśli samolot nie osiągnie jeszcze wysokości przelotowej, najrozsądniej jest zawrócić. Przekazana przez kapitana informacja o drobnych usterkach technicznych, po tym jak wszyscy słyszeliśmy huk, a samolot zatańczył w pionie i poziomie, zabrzmiała mało przekonująco. Jeden z pasażerów zapytał mnie, czy uderzył w nas ptak. Postanowiłam nie wyprowadzać go z błędu i nie informować o pożarze silnika. Sianie paniki na niewiele by się zdało. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Pasażerowie są przerażeni, a wy musicie zachować uśmiech na twarzy. 

Jeśli widzą, że jesteśmy spokojni, czują się bezpiecznie. Charakterystyczne, że pasażerowie zaczynają nas dostrzegać, dopiero jak coś niepokojącego dzieje się na pokładzie. Zwykle jesteśmy dla nich tłem, zwykłą obsługą, podniebnymi kelnerami serwującymi drinki. Ale tak naprawdę istotą pracy stewardesy nie jest piękny uśmiech i podawanie kawy lub herbaty –   taki stereotyp powstał w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, kiedy linie lotnicze używały seksownego image’u swoich pracownic jako głównego narzędzia marketingowego. Tymczasem nasze główne zadanie to dbanie o bezpieczeństwo. Odpowiedzialny za nie jest personel pokładowy oraz kokpitowy, który regularnie odbywa szkolenia symulatorowe. Za sterami siedzą doświadczone osoby, a na lotnisku czekają w gotowości wszystkie służby, i to właśnie mówi się pasażerom. Świetnym argumentem kojącym ich nerwy jest przykład lądowania awaryjnego kapitana Wrony. Skoro on dał radę bez podwozia, to damy radę i my!

Nowy post na blogu. #washingtondc #airandspacemuseum

A post shared by Stewardessa (@zzyciastewardessywziete) on

Często zdarza się, że wśród pasażerów jest lekarz. Jeśli ktoś się źle poczuje, można liczyć na jego interwencję.    

Zazwyczaj, w poważnych przypadkach, obsługa samolotu pyta przez głośniki, czy na pokładzie znajduje się lekarz. Ale nie zawsze jest. Wtedy musimy sobie radzić sami. Jesteśmy przeszkoleni w udzielaniu pierwszej pomocy, potrafimy odebrać poród, przeprowadzić masaż serca, poradzić sobie z epilepsją, atakiem astmy i szokiem. Wiemy też, w jaki sposób wyregulować poziom cukru we krwi u diabetyków i jak zrobić zastrzyk przeciwalergiczny.

Kolega miał taki przypadek, że pasażer zmarł. Mimo masażu serca nie udało się go uratować. Jeżeli mamy do czynienia z zawałem, samolot ląduje awaryjnie na najbliższym lotnisku. Jeśli zaś komuś brakuje powietrza, co zdarza się dosyć często na 10 tys. metrów nad ziemią, to mamy do dyspozycji butle tlenowe. Często duszności są spowodowane stresem, paniką, bo ktoś leci pierwszy raz.

Podczas jednego z lotów międzykontynentalnych trafiła mi się starsza pani z oznakami niedotlenienia, która zażądała, aby samolot natychmiast wylądował, bo musi wysiąść. Niestety, znajdowaliśmy się akurat nad oceanem i spełnienie jej prośby było niemożliwe (nie mówiąc, że byłoby to bardzo kosztowne). Pasażerka jednak upierała się przy swoim, podchodziła do hermetycznie zamkniętych drzwi i próbowała je otworzyć. Musieliśmy na zmianę jej pilnować.

A jak poradzić sobie z pijanym pasażerem, bo i tacy się zdarzają?  

Chyba najgorzej pod tym względem jest w polskich liniach czarterowych, kiedy ludzie lecą na wakacje. Podczas mojego lotu na Wyspy Kanaryjskie zdarzyło się, że kilku pijanych pasażerów weszło na pokład i wdało się w bójkę. Kolega steward próbował ich rozdzielić, ale bez skutku. Kapitan nadawał przez głośnik, że jeżeli się nie uspokoją, będziemy natychmiast lądować, a agresorzy zostaną obciążeni kosztami awaryjnego lądowania. Gdy wylądowaliśmy, na lotnisku czekała już na nich policja. W drodze powrotnej z wakacji jeden z krewkich mężczyzn był już na czarnej liście i nie został wpuszczony na pokład.

Po latach można się nauczyć rozpoznawać narodowość pasażerów w kilka sekund. Którzy sprawiają najwięcej problemów?

Hindusi z brytyjskim paszportem. Są bardzo roszczeniowi i pretensjonalni. Wywyższają się i wymagają od nas, żeby traktować ich lepiej niż innych.

Najgorsi są jednak pasażerowie, którzy z racji urodzenia lub obywatelstwa domagają się przeniesienia do wyższej klasy. Kiedyś kilka Amerykanek kupiło bilety w klasie ekonomicznej, a żądały miejsc w klasie pierwszej. Ponieważ moja szefowa nie chciała się wdawać w kłótnie, pozwoliła im tam usiąść, bo akurat były wolne miejsca.

Bardzo niekomfortowe są też loty, kiedy większość pasażerów nie mówi po angielsku, więc nie wiadomo, jak się z nimi porozumiewać. Kłopoty sprawiają również, jak już wspomniałam, pasażerowie lotów czarterowych. Kiedy kończą się kanapki, potrafią zrobić załodze karczemną awanturę. My jesteśmy twarzą firmy, tym pierwszym ogniwem w kontaktach z klientami i jak się coś dzieje, całe odium wylewa się na nas. Chociaż pokładowa gastronomia to przecież nie nasza broszka. Liczba kanapek zawsze jest ograniczona, bo to świeży produkt i jeśli się go nie sprzeda, firma ponosi straty.

Empty flight = food time! #privatejet #corporateflyingcrew

A post shared by Stewardessa (@zzyciastewardessywziete) on

Z prowadzonego przez panią bloga wynika, że na pokładzie zdarzały się sytuacje, które można by określić mianem molestowania. 

Podczas któregoś z lotów do Nowego Jorku jeden z pasażerów w klasie ekonomicznej próbował poderwać sąsiadkę. Gdy ta okazała się nieczuła na jego zaloty, zaczął ją obrażać, proponując seks za pieniądze. Tutaj również musieliśmy interweniować, a na lotnisku na delikwenta czekała policja.

A zdarza się flirt z pasażerem?

Bywa, że pasażera zauroczy któraś z koleżanek. Są też tacy, którzy zakochują się od pierwszego wejrzenia i próbują ukradkiem wręczyć karteczkę z numerem telefonu. Jednak nam nie wolno się z nimi umawiać, bo może to skutkować utratą posady. Przy takim trybie pracy trudno ułożyć sobie życie osobiste. Ludziom się wydaje, że każda stewardesa ma romans z pilotem, ale to mit.

Ale na osłodę na pokładzie zdarzają się zabawne sytuacje.

Tak, takie jak ta podczas lotu do Indii. Jedna z pasażerek poprosiła stewardesę o damskie środki higieniczne. Koleżanka nie chcąc jej krępować, bo w pobliżu byli sami panowie, schowała podpaskę do torebki i podała kobiecie. Jednak pasażer, który siedział obok, powiedział: „To samo co dla tej pani poproszę, w końcu ja też zapłaciłem za bilet”. Nie pomogły argumenty, że to jest produkt tylko dla pań. Koleżanka była zmuszona przynieść pasażerowi to samo, przekonana, że schowa „podarek” do kieszeni i wręczy żonie w domu. Tymczasem pan… założył sobie podpaskę na oczy, przekonany, że to opaska ułatwiająca zasypianie przy dziennym świetle.

#norway tomorrow on my blog #viewfromabove

A post shared by Stewardessa (@zzyciastewardessywziete) on

Kiedy pracowała pani dla arabskich linii, często latała z pielgrzymkami do Mekki. Wtedy cały pokład należał do modlących się muzułmanów?

To były specjalne czarterowe samoloty. Kiedy przelatują nad ważnymi miejscami kultu, kapitanowie informują o tym pasażerów, ubranych w odświętne białe szaty. Najciekawsze są jednak rejsy powrotne. Samolot jest załadowany po brzegi, bo wszyscy wracają z ogromnymi baniakami wypełnionymi wodą święconą. Pamiętam, że kiedyś jeden z pojemników przewrócił się i pękł, a woda wylała się na pasażerów. Innym razem odbywałam lot z Syrii w miesiącu następującym po ramadanie. Gdy samolot oderwał się od ziemi, jeden z pasażerów zaczął wznosić okrzyki, a reszta mu wtórowała z uniesionymi do góry rękami. Okazało się, że są to wyznawcy odłamu islamu, którzy właśnie obchodzą święto. Lecieli do Mekki i w ten sposób okazywali radość.

Znamienne, że arabskie linie, które liczą się z religijnością pasażerów, mają zawsze otwarty bar i nieograniczony dostęp do napojów wyskokowych (oprócz lotów w Arabii Saudyjskiej). Niekiedy to się przydaje. Kiedyś spędzałam w samolocie sylwestra. Każdy pasażer został poczęstowany lampką wina musującego. Ale względy bezpieczeństwa nie pozwoliły ani na toasty, ani na oprawę muzyczną.

Zaczynała pani karierę w prestiżowych liniach arabskich. Jako studentka arabistyki zupełnie przypadkowo trafiła pani na rekrutację, będąc na rocznym stypendium w Syrii. Dzięki podjęciu pracy stewardesy kilka lat mieszkała pani w miejscu nazywanym Arabowem.

Arabowo to kraje Półwyspu Arabskiego. Kontraktowi pracownicy, którzy spędzili w tym rejonie kilka lat, tak właśnie nazywają tę cześć Azji. Stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Abu Zabi stała się moim domem – bazą, jak często mówi się w lotniczym środowisku. Praca dla dużego przewoźnika stamtąd pozwoliła mi dotrzeć do wielu miejsc, do których normalnie bym nie zawitała.

Podpisując kontrakt, zobowiązałam się do przeprowadzki na półwysep. Linie zatrudniając nowych pracowników i ściągając ich z odległych zakątków świata, sporo inwestują. Samo wyszkolenie to koszt rzędu kilku tysięcy euro, do tego dochodzi przelot, zakwaterowanie, badania, szczepienia i mundur. Firmy zabezpieczają się klauzulą, która zobowiązuje do spłaty części tych kosztów, jeśli zrezygnuje się z pracy po kilku tygodniach czy miesiącach.

Teraz sytuacja się zmieniła i w Arabowie pracuje dużo więcej Polaków, wówczas byłam jedną z nielicznych.

To prawda, że linie arabskie proponują lepsze warunki pracy w porównaniu z tymi europejskimi?

Zapewniają wyższe pensje oraz bezpłatne mieszkanie, transport i mundur. Dostajemy mieszkania usytuowane w centrum miasta, w nowoczesnych wieżowcach, z dostępem do siłowni i basenu. Za transport na lotnisko też nie płacimy. Podobnie zresztą jak za media oraz lokalne rozmowy telefoniczne (na zagraniczne przysługują zniżki). Samochody również są bardzo tanie i większość ludzi porusza się właśnie nimi, a także taksówkami.

W dużych miastach panuje kosmopolityczna atmosfera i, co najważniejsze, jest bardzo bezpiecznie. W porównaniu z innymi krajami arabskimi Zjednoczone Emiraty Arabskie są bardzo liberalne, również jeśli chodzi o prawa kobiet, które nie muszą chodzić w hidżabach i prowadzą samochody. Jednak cenzura istnieje. Kina grają tylko wybrane filmy. Zazwyczaj dostajemy wersję ocenzurowaną bez scen erotycznych i innych uznanych za niemoralne. Obejrzałam przygody Jamesa Bonda, w których agent ani razu nie budził się u boku pięknej kobiety. Filmy pokazywane w telewizji również są cenzurowane.

Mimo to dobrze jest być obywatelem tego kraju. Edukacja, leczenie, mieszkanie i wszelkie opłaty są regulowane przez rząd. Nie ma podatków. Państwo wypłaca emeryturę obywatelom, nawet jeśli ci nigdy nie pracowali. Własne domy mają nawet najbiedniejsi obywatele, są finansowane z publicznych pieniędzy. Koszty życia mimo to są większe niż w Polsce. Nic dziwnego, bo ponad 90 proc. towarów pochodzi z importu. Jedzenie i podstawowe produkty są droższe niż w u nas. Tamtejsza produkcja ogranicza się do daktyli, fig i przetwórstwa ropy naftowej.

Mimo tych wszystkich udogodnień praca dla arabskich firm nie zawsze jest idyllą.

Często osoby, które marzą o pracy w liniach bliskowschodnich, czują się rozczarowane, bo tam trzeba ciężko pracować. Nie ma czasu na zabawę. Poza tym ciągłe zmiany czasu i ciśnienia, niedotlenienie, nieregularne jedzenie na dłuższą metę dla nikogo nie jest zdrowe. Rekompensatą są darmowe przeloty, a także zniżki na bilety samolotowe, również dla rodziny.

Większość z nas żyła w Arabowie samotnie, niemalże w celibacie. Ewentualne odwiedziny musiały się kończyć o godzinie 23. Trudno było o znajomych spoza pracy, autochtoni raczej nie dopuszczają do siebie ludzi z zewnątrz. A liczba godzin spędzonych w samolocie jest naprawdę imponująca. Prawdziwa stewardesa nigdy nie rozpakowuje bagażu. Zawsze jest gotowa do drogi. Jak znieść takie życie na walizkach? Na pewno ważna jest załoga. Nawet najgorszy rejs da się jakoś przeżyć, jeśli leci grono zaprzyjaźnionych osób.

A załoga w liniach arabskich to mieszanka narodowości i kultur. Z kim się najlepiej pracuje? 

Ze względów kulturowych zawsze cieszę się, jak na pokładzie są Europejki. Bo nie trzymają się ślepo procedur, tylko je modyfikują. Potrafią też radzić sobie z uciążliwymi pasażerami. Nie jest to dobrze widziane przez firmę, ale czasami nawet podróżujący dostrzegają plusy takiego zachowania. Bardzo dobrze pracuje mi się również z Filipinkami. Są sumienne, pomoce i miłe dla pasażerów. Dają gwarancję, że wszystko zostanie wykonane na czas i według procedur. Nie do końca sprawdzają się natomiast w stosunkach koleżeńskich. Zazwyczaj trzymają się razem i rozmawiają między sobą w języku tagalog, co jest zabronione, bo oficjalnym językiem przewoźnika jest angielski. Problem powstaje również wtedy, gdy trafią na trudnego pasażera, ponieważ są mało asertywne i zazwyczaj nie potrafią stawić mu czoła. A gdy szef pokładu ma pretensje, chowają głowę w piasek.

Nie chcę generalizować, ale miałam nie najlepsze doświadczenia z Arabkami. Libanki i Syryjki bywają miłe, natomiast jeśli na pokładzie jest Marokanka, to raczej będzie się lansować, zamiast pracować. Gdy akurat leci jakiś ważny gość, nierzadko kłócą się o obsługę pierwszej klasy. Ale to oczywiście nie jest reguła, zdarzają się wśród nich osoby sympatyczne.

Dobrze jak wśród przedstawicieli ekipy pokładowej jest chociaż jeden facet. Panowie świetnie rozładowują atmosferę. Zresztą stewardów w tej pracy jest coraz więcej.

Arabskie linie są bardzo restrykcyjne, szczególnie jeśli chodzi o wygląd i dress code.

W niektórych liniach podany jest nawet obowiązujący numer szminki. Pracując w Arabowie, kilka razy miałam nieprzyjemności związane z wyglądem. Zdarzyło mi się umalować usta nieodpowiednią pomadką, np. brązową, dobrać zły kolor lakieru do paznokci czy użyć brązowych wsuwek do włosów zamiast czarnych. Każda linia lotnicza ma swój ideał stewardesy. W liniach arabskich nie może być ona ani za niska, ani zbyt korpulentna, limit wieku to 32 lata (w momencie przyjęcia). Na pokładzie wiele dziewczyn tyje. Podczas nocnych lotów sporo się podjada, więc utrzymanie stałej wagi jest trudne. Dochodzi do tego, że stewardesy mają dwa mundury: jeden na lepsze miesiące, drugi na gorsze.

Wzrost jest o tyle istotny, że stewardesa musi sięgać do luku bagażowego. Zawsze się zastanawiałam, jak to jest, że Azjatki, które przecież z natury nie są wysokie, pracują w tym zawodzie. Czy obowiązują je inne kryteria? Okazuje się, że długodystansowe loty, np. do Manili, muszą mieć na pokładzie jedną osobę, która zna oryginalny język kraju, do którego odbywa się rejs, więc to wszystko tłumaczy.

Linie europejskie, a także amerykańskie, są bardziej wyrozumiałe, jeśli chodzi o obsługę pokładową. W Europie pracuje dużo stewardes, które nie wyglądają jak modelki, ale przecież nikt ich nie zwalnia, latają, dopóki nie osiągną wieku emerytalnego i wykonują świetną pracę.

My recent fuel stop 😁 #modlinairport #poland #flyingaroundtheworld #privatejet

A post shared by Stewardessa (@zzyciastewardessywziete) on

Dzięki tanim liniom lotniczym podróże po całym świecie przestały być czymś luksusowym, dostępnym tylko dla najbogatszych. Jednak kiedy dowiedziałam się, w jaki sposób te firmy oszczędzają na załodze i paliwie, zaczęłam się zastanawiać, czy latanie nimi jest bezpieczne.

Rzeczywiście, słyszałam, że niektóre linie tankują paliwo na styk, bez zapasu, żeby zaoszczędzić. Samolot wtedy jest lżejszy i mniej spala. Jednak ja bym tego nie demonizowała, bo jednak są przepisy bezpieczeństwa określające minimalną ilość paliwa, która musi być na pokładzie. Raczej rzadko dochodzi do sytuacji, żeby samolot leciał na oparach. Myślę więc, że pod tym względem tanie linie są jednak bezpieczne. Natomiast proponują gorsze warunki pracy; pracownicy są słabo zabezpieczeni, muszą zapłacić za mundur i szkolenie. Przy długich lotach nie gwarantują hotelu i nie zapewniają biletów ulgowych. Ale dla kogoś, kto zaczyna karierę i nie ma doświadczenia, to może być dobry początek.

Ja zawsze mówię tym, którzy boją się ciężkiej pracy w tym zawodzie: „spróbuj, potraktuj to jak przygodę, po jakimś czasie zawsze możesz się wycofać”. Po 12 latach nie mam zamiaru rezygnować. Zwiedziłam pół globu, ale jeszcze mi mało, nie byłam nigdy na przykład w Ameryce Południowej.

***

Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl

Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

zobacz też

Podróże

Feministka w krainie hidżabu. Refleksje z podróży do Iranu

Podróżując do Iranu starałam się podejść do tamtejszych praw z otwartą głową – może to, co z europejskiej perspektywy wygląda na dyktat i opresję, jest zwyczajnie kulturową odrębnością, czymś, co dla Irańczyków jest normalne, oczywiste i akceptowane? To co zobaczyłam, przekonuje mnie, że nie do końca.
Izabela Tomella
Izabela Tomella
19 sierpnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ