Jak ćwiczą czarownice? Od tańca na łące do słowiańskiej jogi

7 minut czytania
4043
0
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
10 czerwca 2018

Odsłuchaj

Kiedyś kobiety wychodziły do lasu albo na łąkę i tam tańczyły, wykonując określone ruchy, przekazywane im przez ich matki i babki. Dziś do praktyk swoich przodkiń nawiązują współczesne czarownice, a raczej kobiety szukające aktywności, która pozwoliłaby im wzmocnić ciało i poczuć się lepiej. Gimnastykę słowiańską nazywa się rodzimą jogą, choć ten rodzimy jest bardziej nakierowany na kobiety i pozwala osiągnąć pożądane efekty w krótszym czasie – zaznaczają instruktorki.  

Jej ślady odkryto dzięki badaniom białoruskiego naukowca, a raczej kobiet uprawiających gimnastykę słowiańską i przekazujących jej zasady z pokolenia na pokolenie, których przekazy zebrał. Połączenie ćwiczeń dla ducha i ciała, które dodatkowo nawiązuje do tradycji Słowian staje się coraz popularniejsze także w Polsce. Nazywany gimnastyką czarownic system ćwiczeń, jak podkreślają instruktorki tej metody, wzmacnia ciało, daje większą pewność siebie, spokój, a także – podobno – szczególny magnetyzm. Co na to współczesne kobiety? Te, które przychodzą na ich zajęcia, ćwiczą przede wszystkim dla siebie, niekoniecznie po to, by ściągać spojrzenia innych.

fot. archiwum prywatne Marta Danielowska

Siostrzana rozgrzewka

Na początku zajęć siada się w kręgu. Każda z osób opowiada, dlaczego zdecydowała się na nie przyjść i co chciałaby osiągnąć. Grupy liczą zazwyczaj do dziesięciu kobiet – ma być kameralnie. Potem jest krótka historia gimnastyki słowiańskiej, a następnie uczestniczki witają się z Matką Ziemią i przechodzą do ćwiczeń. Marta Danielowska, instruktorka zajmująca się gimnastyką słowiańską od kilku lat i prowadząca stronę Słowianka Krakowianka, właśnie tak rozpoczyna swoje sesje.

Na co dzień jest psycholożką i terapeutką biofeedback, ale od dawna pasjonuje ją także pracą z ciałem i słowiańszczyzną. W nawiązaniu do słowiańskiej tradycji odbył się nawet jej ślub. Mówi, że tak naprawdę prowadzone przez nią zajęcia to propozycja dla kobiet, które szukają również spotkania z innymi kobietami. Wcześniej sama miała trudność z odnalezieniem się w środowisku kobiecym, wolała przyjaźnić się z mężczyznami. Dopiero odkąd zaczęła uprawiać tego rodzaju aktywność, odkryła wagę siostrzanych relacji oraz radość z nich płynącą.

Słowiańskie korzenie

Dominika Baran zaznacza, że jej przygoda z gimnastyką słowiańską zaczęła się przypadkowo, choć prowadziły ją do niej nieprzypadkowe okoliczności. Jest kulturoznawcą z wykształcenia, a konkretnie religioznawcą: – Właściwie całe może życie oscylowało wokół jakichś systemów religijnych, pracy z ciałem czy systemów psychologicznych, a także wokół rozwoju ogólnego – zaznacza. Wcześniej uprawiała też jogę, tai-chi, a także pracowała z dźwiękiem, a konkretnie z misami tybetańskimi. O gimnastyce słowiańskiej dowiedziała się z internetu, wybrała się na warsztaty i szybko zakochała w tym systemie ćwiczeń. Dziś jest certyfikowaną instruktorką i sama prowadzi zajęcia dla innych kobiet na krakowskiej Woli Justowskiej przy ul. Świerkowej.

fot. archiwum prywatne Dominiki Baran

Co takiego ma w sobie gimnastyka słowiańska, że budzi coraz większe zainteresowanie? Nazywana jest często słowiańską jogą, choć jak zaznaczają instruktorki, każdy lud ma swoje formy pracy z ciałem i ten przynależny naszemu regionowi jest jednak odmienny od tych pochodzących np. z Indii. Ważna jest tutaj specyfika naszego regionu i słowiańskie korzenie, liczy się zarówno miejsce, jak i klimat, w którym mieszkamy, a także to, jak u zarania dziejów tego systemu ćwiczeń wyglądało życie ludzi, naszych przodków, a szczególnie przodkiń. – Kiedyś kobiety praktykowały tę gimnastykę w formie tańca, wychodziły do lasu, na pole, zestrajały się z energią Matki Ziemi i po prostu wykonywały swój taniec. Teraz ten system jest bardziej statyczny, ponieważ prościej przekazać w ten sposób pewne rzeczy. Dopiero, kiedy przyswoimy wszystkie figury, możemy przejść do tańca, to wyższy stopień zaawansowania – podkreśla Marta Danielowska.

Z ust do ust

Gimnastykę słowiańską tworzy system dwudziestu siedmiu ćwiczeń głównych, które podzielone są na trzy kategorie odpowiadające słowiańskiej kosmologii. Zebrał je i opracował, między innymi w książce „Gimnastyka słowiańskich czarownic” Gienadij Adamowicz, białoruski badacz, który trafił na ślad gimnastyki słowiańskiej dzięki jednej ze swoich studentek. Dziewczyna po jednym z wykładów o psychofizycznych systemach zachowanych u Słowian podzieliła się z nim wiedzą przekazywaną jej przez członków swojej rodziny, a konkretnie babcię. Adamowicz zaczął prowadzić badania wraz ze swoimi studentami. W toku poszukiwań wyłoniono dwadzieścia siedem ćwiczeń, a wśród nich każde przyporządkowane było do jednego z trzech światów, na które Słowianie dzielili wszechświat.

fot. archiwum prywatne Marta Danielowska

Był to świat górny – Prawi – przynależny bogom, świat średni – Jawi – należący do ludzi, i świat dolny – Nawi – przyporządkowany przodkom. Każdy z nich odpowiada konkretnej sferze życia. W świecie górnym, jak zaznacza Marta Danielowska, ćwiczenia są skierowane bardziej na rozwój duchowy, odnalezienie swoich talentów i przeznaczenia, w świecie średnim, będącym odpowiednikiem rzeczywistości, w której żyjemy, ćwiczenia związane są z doczesnymi rzeczami, np. relacjami z ludźmi, miłością, sprawami zawodowymi czy materialnymi, natomiast świat dolny jest związany z przeszłością, przodkami i płynącą od nich energią.

Wszystko to brzmi bardzo magicznie, ale w praktyce przekłada się na pewne symboliczne ruchy, którym w niektórych nurtach gimnastyki słowiańskiej towarzyszą określone mantry, czy raczej zaklęcia, bo słowiańska gimnastyka nazywana jest często gimnastyką czarownic. W przypadku chęci pracy nad relacją otwiera się np. ramiona lub zamyka, symbolizując otwartość na dany związek albo jej brak. Ćwiczenia wykonuje się w pełnej swobodzie, tak daleko posuniętej, że niemal przy każdych tego typu warsztatach czy zajęciach podkreślane jest, że potrzebny jest nie tylko luźny strój, bose stopy, ale też pozbycie się biustonosza. Jest to ważne, jak zaznaczają prowadzące zajęcia, gdyż niemal nieodłączny na co dzień  stanik uciska pewne miejsca, blokując między innymi przepływ limfy. Poza tym podczas ćwiczeń masuje się fragmenty ciała odpowiadające za regulację hormonów – nadnercza, piersi czy miejsca pod pachami. Dlatego też podkreśla się wpływ tego rodzaju aktywności na gospodarkę hormonalną czy nawet działanie prewencyjne w przypadku raka piersi.

Praktyczni Słowianie

Po tym, jak białoruski badacz zajął się tropieniem śladów aktywności właściwej Słowianom powstało kilka szkół tego rodzaju gimnastyki i jej odmian. W Polsce pierwszą instruktorką metody „Moc Strażniczki” autorstwa Kseni Siłajewoj była artystka i badaczka kobiecej duchowości Katarzyna Majak. Od niej gimnastyki w tym nurcie uczyła się właśnie Marta Danielowska, a certyfikat uzyskała u pierwszej uczennicy Kseni Siłajewoj – Evy Byuksel. Dominika Baran jest natomiast certyfikowaną instruktorką nurtu białoruskiego. Różnice między poszczególnymi odmianami gimnastyki słowiańskiej to zazwyczaj niuanse, takie choćby jak pozycje rąk czy nieznaczne zmiany niektórych ustawień ciała. Instruktorki podkreślają, że często prowadzące zajęcia wprowadzają własne modyfikacje, dla każdej ważne jest coś innego, więc nurt gimnastyki swoje korzenie wywodzącej ze słowiańszczyzny zyskuje różne wcielenia.

fot. archiwum prywatne Marta Danielowska

Gimnastykę mogą jednak uprawiać kobiety niemal w każdym wieku. Ze względu na jej wpływ na hormony, zaleca się jednak, by zajmowały się nią dziewczęta, które zaczęły już miesiączkować. Na zajęcia przychodzą przeróżne osoby, zarówno dwudziestolatki, jak i panie bliżej sześćdziesiątki. Początkowo niektóre pozycje mogą być trudne dla nowych uczestniczek. To jednak kwestia rozluźnienia ciała i jego rozciągnięcia, dlatego po regularnych ćwiczeniach szybko przyswaja się poszczególne pozycje. – Ciało się przyzwyczaja, rozciąga i na pewno jest różnica między osobą, która przychodzi na zajęcia pierwszy, drugi raz, a taką, która ćwiczy już od kilku miesięcy. Widać bardzo, jak zmienia się ciało, jego gibkość i możliwości – zaznacza Dominika Baran.

Dla każdej kobiety wylicza się też indywidualny zestaw siedmiu ćwiczeń, które powinna praktykować codziennie. Ich wykonanie nie trwa jednak dłużej niż piętnaście minut. Jak w wywiadzie przetłumaczonym na stronie Gimnastyka słowiańska podkreśla białoruska instruktorka Oksana Pawłowska, jest to efektem tego, że gimnastyka Słowian była praktyczna i niedługa, gdyż nasi przodkowie walczyli z agresją otoczenia – krótkim latem i mroźnymi zimami – więc osiągnięcie tego poziomu, na który w jodze potrzeba pięciu lat ćwiczeń, Słowianie osiągali w pół roku.

Magia cielesna i… miłosna

Wyliczenie indywidualnego zestawu ćwiczeń przeprowadza się na podstawie słowiańskiego horoskopu – ważna jest data i szerokość geograficzna, pod jaką przyszło się na świat. Jedne instruktorki korzystają z elektronicznych przeliczników, inne stawiają na ręczne wyliczanie, pozostając przy tradycyjnych metodach. Jak podkreśla Dominika Barana, istotne jest, by w trakcie wykonywania ćwiczeń podchodzić do siebie z uwagą i troską, a wtedy nie dojdzie do żadnych niepożądanych efektów: – Trzeba wiedzieć, że należy robić tyle, ile się da w danym momencie, nie próbować nic na siłę.

fot. archiwum prywatne Marta Danielowska

Kobiety uprawiające gimnastykę słowiańską podkreślają jej liczne zalety. Akcentuje się jej pozytywny wpływ na kręgosłup i kształtowanie mięśni wokół niego czy poprawę krążenia krwi. Bardzo często zaznacza się też dobroczynne działanie tego rodzaju aktywności na kobiece dolegliwości. Gimnastyka łagodzić ma bolesne miesiączki, niedogodności związane z menopauzą czy napięciem przedmiesiączkowym. – W moim przypadku tak było. Naprawdę miałam straszne problemy, tydzień przed miesiączką leżałam już w łóżku, wszystko mnie bolało, miałam wahania nastrojów, na zmianę albo płakałam, albo się śmiałam. Teraz praktycznie nie czuję żadnych objawów, w zasadzie dopiero w dniu, kiedy pojawia się okres, czuję lekkie spięcie. Pierwsze efekty czułam już po miesiącu ćwiczeń, natomiast żeby całkiem pozbyć się PMS, musiało minąć parę miesięcy – opowiada Marta Danielowska.

Ale ćwiczenia wpływają też podobno na wygląd. Kobiety mówią o poprawiającej się postawie i chodzie, a nawet ładniejszej cerze, która nabiera zdrowego wyglądu i lepszego kolorytu. Ćwiczenia przydają też podobno niezwykłego magnetyzmu. Giennadij Adamowicz pisał wręcz o „miłosnej magii”, stawiając pytanie, czy w gimnastyce jest miejsce na magiczne działania i zaraz odpowiadając, że jest, jeśli uważa się za nie dobrą figurę, zdrowie i wewnętrzne piękno. Potwierdza to Dominika Baran: – Widzę to po sobie, a mam prawie czterdzieści cztery lata – mówi – Na pewno każda z nas ćwiczy z indywidualnych pobudek, ale chyba każda kobieta chce się podobać i chce podobać się jak najdłużej. Nie spotkałam się z osobą, której byłoby to zupełnie obojętne.

Ćwiczenia czarownic

W gimnastyce słowiańskiej istotna jest również wyzwalana podczas ćwiczeń energia seksualna, którą opisują zainteresowane nią osoby. Za białoruskim badaczem, Dominika Baran zaznacza, że niektóre ćwiczenia po lekkiej modyfikacji mogą być również wykorzystywane jako pozycje seksualne. Ma to też swoją drugą stronę, w której tę energię traktuje się bardziej jako siłę napędzającą ludzi i świat – siłę twórczą. Instruktorki podkreślają też, że tego rodzaju aktywność ma duży wpływ na odczuwanie przyjemności podczas seksu, między innymi, dzięki ćwiczeniom głębokich mięśni dna miednicy.

fot. archiwum prywatne Marta Danielowska

To, co głównie motywuje do ćwiczeń uprawiające gimnastykę słowiańską „czarownice” to jednak zwykle argument, by po prostu zrobić coś dla siebie. Marta Danielowska zwraca uwagę, że w kręgu, od którego każdorazowo zaczyna swoje zajęcia, pojawiają się bardzo różne osoby: – Są w nim często kobiety, które chcą wrócić w jakiś sposób do swoich korzeni, zbliżyć się do natury, takie, które już praktykowały jakieś inne formy pracy z ciałem, np. jogę, ale czują, że to nie do końca jeszcze jest to. Chcą poczuć się trochę bardziej kobieco, ale tak dla siebie.

Uczestniczki gimnastyki słowiańskiej to osoby w różnym wieku, o różnym światopoglądzie i potrzebach. Na warsztatach tego typu pojawiają się katoliczki i kobiety niewierzące, mniej lub bardziej zainteresowane słowiańszczyzną, samotne lub w związkach, te, które bardzo dużo ćwiczyły i takie, które nigdy nie praktykowały żadnej formy pracy z ciałem. Nie brakuje również uczestniczek traktujących zajęcia wyłącznie jak rodzaj treningu, bez duchowej obudowy związanej z tradycją słowiańskich przodków, ale zainteresowanych wywiedzionymi od nich sposobami na aktywność.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
Wolny strzelec krążący wokół dziedzin takich jak media, sztuka i reklama. Pracuje ze słowami i odpoczywa ze słowami. Kiedy nie pisze, czyta, ogląda, słucha – jest uzależniona od opowieści. Lubi zmiany, podróże i sny.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Znikające penisy, trzeci sutek i ciasto z moczu, czyli jak polować na czarownice

Krowa przestała dawać mleko, zboże sąsiada lepiej rośnie, zdechła komuś świnia, kogoś innego zaczęło łamać w krzyżu, dziecko zmarło przy porodzie, a do tego plony zostały doszczętnie zniszczone przez gradobicie. Nie tak dawno temu tłum krzyknąłby jednomyślnie, że to wszystko machloje czarownicy, co współżyje z diabłem, lata na miotle bez majtek, robi mikstury z nieochrzczonych dzieci i do tego piszczy wtedy z rozkoszy.
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
3 czerwca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ