Apokalipsy, które się wydarzyły – wszyscy żyjemy w świecie postapo

6 minut czytania
2493
1
Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
25 lipca 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Barwne, chociaż przerażające, wizje postapokaliptycznej przyszłości mają w sobie to straszne i zarazem bezpieczne piękno, jakie cechuje burzę oglądaną z wnętrza przytulnego domu. Są czymś groźnym, co jednak nas nie dotknie, bo stanowi tylko urzekające widowisko. Są fantastyką. A tymczasem – wcale nie! Cywilizacja wielokrotnie doświadczała apokalipsy o takiej skali, jak zagłada ukazywana w literaturze i filmie.

Fantastyczne wizje postapo są mniej lub bardziej świadomie dokonanym przeniesieniem w przyszłość wydarzeń i mechanizmów, które już kiedyś zaistniały, Tak naprawdę, wszyscy żyjemy w rzeczywistości postapo – a oto przykłady prawdziwych apokalips, które solidnie przemodelowały świat.

Wojny światowe

Lata 1914 i 1945 dzielą zaledwie trzy dekady, jednak ten krótki czas wystarczył do zawalenia się porządku, rozwijającego się przez co najmniej kilka wieków. Przed i po tym okresie znajdują się zupełnie różne światy, drastycznie odmienne fizycznie, politycznie i obyczajowo. W 1914 roku dominującą formą rządów były różne odmiany autorytaryzmu, po 1945 – demokracja. Kobiety, startując z pozycji mniej więcej takiej samej, jaką mają obecnie w krajach islamskich, pod nieobecność walczących mężczyzn uzyskały status pełnoprawnych obywateli.

Berlin, około 1910. Świat z tej pocztówki niebawem zniknie… (fot. Sergey Goryachev/Shutterstock)

Z czasów raczkującej motoryzacji, nieporadnych samolotów i repetowanych karabinów przeszliśmy do epoki czołgów, odrzutowców, rakiet i bomby atomowej. Zniknęło, wydawałoby się odwieczne, cesarstwo Habsburgów, ostaniec Pierwszej Rzeszy, a tamtejszym Niemcom nagle kazano stać się osobnym narodem – Austriakami. Rosja sprzed I wojny światowej, rozwijająca się tak dynamicznie, jak nie przymierzając, dzisiejsze Chiny, w przeciągu kilku lat rewolucji zmieniła się w wielkie pobojowisko, gdzieś wśród ruin grasowali „bezprizorni”, bandy zdziczałych sierot, wypisz wymaluj jak zgraje mutantów. Carski porządek polityczny, społeczny oraz obyczajowy, rozwijające się w miarę stabilnym tempie od prawie tysiąca lat, zniknął i nigdy się już nie odrodził.

Przeorana demografia

W 1945 roku, świat Zachodu sięgający od wieków co najmniej po Kłajpedę, cofnął się na długie dziesięciolecia na linię Łaby, a oderwane od niego ziemie po dziś dzień borykają się ze skutkami ponad czterdziestoletniej izolacji od macierzystej kultury. Śmierć  na wojnie dziesiątków milionów młodych mężczyzn, często nieposiadających jeszcze potomstwa, wstrząsnęła strukturą demograficzną Europy. Chyba pierwszy raz w jej dziejach liczba kobiet przewyższyła liczbę mężczyzn. Mężczyźni nie musieli już walczyć o partnerki, rozpękł się więc bazujący na tej rywalizacji wielowiekowy system rytuałów i wychowania. Z kolei kobiety same musiały stać się bardziej agresywne, aby zdobyć partnera. Nie wspominając już o tym, że wakaty na rynku pracy sprawiły, iż kobiety aktywizowały się zawodowo i zyskiwały niezależność.

Ruiny, zgliszcza, zagubieni ludzie

Prawie z dnia na dzień z Europy praktycznie zniknęli Żydzi, którzy dawno już wrośli w tkankę ludnościową kontynentu, w oczach współczesnych mieszkając tam od zawsze. Wyobraźmy sobie teraz, że z Polski nagle znikają  wszyscy Romowie, łącznie z osobami, które nie identyfikują się z cygańską kulturą i narodowością, po prostu mają jakąś domieszkę romskiej krwi. Pewno zostawiliby po sobie wyraźną pustkę – a przecież jest ich znacznie mniej niż było przedwojennych Żydów.

Powojenne zmiany granic po 1945 roku i przesiedlenia na gigantyczną skalę całkowicie zmieniły skład ludności rozległych obszarów. W przeciągu miesięcy znikały społeczności zajmujące dane terytoria od wieków. Uznając, poniekąd słusznie, mozaikę etniczną za zarzewie wojny, gdzie tylko się dało ujednolicano skład etniczny ludności, sztucznie stwarzając pod tym względem całkiem nową, nieznaną do tej pory rzeczywistość.

Śmierć miasta

Wskutek działań wojennych uległy zniszczeniu i opustoszały całe wielkie miasta. Nierzadko budowano je na nowo, w zupełnie innym kształcie (tak jak Warszawę), bardzo często na ich gruzy przybywała całkowicie nowa ludność, przynosząc swoją przeszłość i swoje tradycje, a dotychczasowa kultura związana z danym miejscem ulegała przykryciu. Cieszy mnie dzisiejsza polskość Wrocławia czy Szczecina, jednak gdy dokładniej przyjrzeć się tym miastom, można odnieść wrażenie, że to organizmy wyrosłe na ruinach wcześniejszej, unicestwionej cywilizacji, posługującej się innym językiem oraz inaczej pojmującej świat. Zresztą, zanim na terenach Ziem Odzyskanych znormalizowało się życie, stanowiły wypisz-wymaluj postapokaliptyczne Spustoszone Ziemie, miały nawet swoich stalkerów, pogardliwie nazywanych szabrownikami.

Ruiny Warszawy (fot. NAC)

Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów apokaliptycznej zagłady przyniesionej przez wojnę światową jest los Warszawy. Przedwojenna stolica Polski, metodycznie zburzona przez Niemców w 1944 roku, a Warszawa współczesna to de facto dwa różne miasta o tej samej nazwie. W bardzo krótkim czasie wielkie miasto w centrum Europy zmieniło się w bezludne morze ruin, na których wzniesiono praktycznie nowy ośrodek miejski. Większość dawnych budynków  zniknęła, zmieniła się siatka ulic, inaczej przebiegły ciągi komunikacyjne, zmieniło swoje położenie centrum. Zdjęcia Warszawy jeszcze z przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych przełomu lat 40. i 50. pokazują taki ogrom zniszczeń, że wyglądają niemal jak screeny z gry Fallout.

Czarna Śmierć

Cywilizacja europejska solidnie zachwiała się też w połowie XIV wieku, za sprawą apokaliptycznej Czarnej Śmierci, epidemii dżumy pustoszącej kontynent w latach 1348-1350. Zaraza zabiła średnio co trzeciego mieszkańca Europy, ale na niektórych terenach, zwłaszcza w rejonie śródziemnomorskim, straty sięgały 80 procent. Spustoszenie dokonane przez dżumę śmiało można przyrównać do skali zagłady, jaką przyniosłaby wojna atomowa. Niektóre rejony do poziomu zaludnienia sprzed epidemii wróciły dopiero w szesnastym stuleciu. Tanatos często pojawia się w parze z Erosem, więc Czarna Śmierć przyniosła luźniejsze obyczaje. Nieprzypadkowo właśnie w trakcie zarazy powstały frywolne opowieści „Dekameronu”. W połowie XIV wieku ubrania stają się odważniejsze, poprzez dopasowanie bardziej ukazując kształty ciała.

Czarne wrzody na ciele – niechybny koniec

Niewyobrażalny wręcz ogrom nieszczęść doprowadził także do przesileń w sferze religijnej, których apogeum stanowiła reformacja. Z kolei wymarcie wielkich rzesz chłopów znacząco zubożyło rycerstwo, żyjące z płaconych przez nich danin. Właśnie wtedy zaczął się upadek tej warstwy społecznej przy jednoczesny wzroście znaczenia mieszczaństwa. Wielu rycerzy zbiedniało tak bardzo, że musiało zająć się rozbójnictwem.

Spustoszenie i osłabienie Europy Zachodniej, przesunęło ciężar jej rozwoju na wschód, do Polski, która dzięki kwarantannie wprowadzonej przez Kazimierza Wielkiego, jako jedyny europejski kraj pozostałą praktycznie wolna od zarazy, mimo położenia na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych.

Upadek cywilizacji rzymskiej

Wbrew częstej opinii nie nastąpił gwałtownie, ale stanowił trwający wiele lat proces, przesycony wojnami i najazdami. Doprowadził jednak Europę do stanu, który w porównaniu z wcześniejszymi czasami stanowił odpowiednik ponurych wizji rodem z Mad Maxa.

Rzymskie ruiny do dziś robią wrażenie swym ogromem

Skalę tąpnięcia uświadamia opinia jednego z badaczy starożytności, który stwierdził, że gdyby cywilizacja rzymska rozwijała się bez przeszkód, człowiek poleciałby w kosmos już około 1000 roku naszej ery. Wojny, najazdy, nagłe przemieszczenia ogromnych mas ludności doprowadziły do upadku administracji, zerwania więzi gospodarczych i ekonomicznych, upadku kultury, zaniku miast. W mieście Arelatum (dzisiejsze Arles) liczba ludności zmniejszyła się tak drastycznie, że skurczyło się do rozmiarów amfiteatru, którego widownię przekształcono w fortyfikacje. W V wieku mieszkańcy Niziny Padańskiej, uciekając na nadmorskie bagna przed wojną i łupiestwem, dali początek Wenecji.

Literatura i osiągnięcia nauki czasów starożytnych w dużej mierze przetrwała poza zdziczałą Europą, dzięki arabskich przekładom. Czysta łacina ocalała za sprawą irlandzkich mnichów, dla których była językiem całkowicie obcym, nie używanym na co dzień, bo w innych rejonach izolacja doprowadziła do przekształcenia miejscowych gwar w osobne języki romańskie. Minęło co najmniej sto lat upadku, zanim na gruzach dawnego świata, z ocalałych okruchów zaczęto lepić na nowo cywilizację, szumnie określaną dziś mianem europejskiej.

Konkwistadorzy jak kosmici

Przez tysiące lat Ziemia stanowiła jak gdyby dwie planety w jednej. W Ameryce i w Afroeurazji, w prawie zupełnej izolacji rozwijały się równolegle różne cywilizacje. Kiedy spotkały się w końcu na przełomie XV i XVI i w Ameryce zjawili się przedstawiciele zaawansowanej technicznie cywilizacji białego człowieka, dla Indian spotkanie z nimi było tak niesamowitym przeżyciem, jakim dla nas byłby kontakt z cywilizacją pozaziemską.

Resztki cywilizacji Majów pochłonęła dżungla

Co gorsza, jak się wkrótce okazało, przedstawiciele tej obcej cywilizacji, po dokonaniu rozpoznania, wykorzystując przewagę techniczną postanowili zastaną kulturę po prostu podbić, zniszczyć i brutalnie przejąć jej zasoby. Wkrótce Ameryka stała się postapokaliptyczną krainą, gdzie pod władzą nowych panów, niedobitki tubylców żyły na zgliszczach swojej świetnej niegdyś kultury. Potomkowie Majów, Inków, Azteków pod względem biologicznym w dużej mierze przetrwali, jednak bardziej jako cienie swoich potężnych przodków, całkowicie zdominowani przez najeźdźców.

To już jest koniec?

Powyższe apokalipsy to nie wszystkie katastrofy, które gwałtownie przebudowały znany nam świat. Zabrakło miejsca, aby dokładniej opisać wybuch wulkanu Thera (silniejszy od erupcji Krakatau!) w II połowie XVI wieku p.n.e. Wywołane nim tsunami, trzęsienia ziemi oraz wulkaniczne ochłodzenie klimatu, zadały śmiertelny cios rozkwitającej od wieków kreteńskiej cywilizacji minojskiej i przypuszczalnie zapoczątkowało legendę o Atlantydzie.

Nie ma już również miejsca na opis  Nocy Doryckiej, kiedy ok 1100 roku p.n.e najazdy barbarzyńskich Dorów z północy zniszczyły cywilizację mykeńską (uwiecznioną przez Iliadę), z zamieszkujących późniejszą Grecję rolników i rzemieślników na powrót czyniąc dzikich pasterzy. Niewykluczone, że gwałtowny kres, cofający ludzkość w rozwoju, spotkał także hipotetyczną cywilizację epoki kamiennej, której przypisuje się budowę rozsianych po całym świecie megalitycznych kręgów.

Zatem nie bójmy się apokalipsy – zdarza się regularnie i najwyraźniej zawsze jest nieunikniona, jako nieodzowny element dziejów. I też najwyraźniej udaje się ją jakoś przetrwać, bogacąc się o nowe doświadczenia, dzięki czemu każda kolejna apokalipsa przebiega ciut łagodniej. Jakby na to spojrzeć, nasza cywilizacja lepiej poradziła sobie z hekatombą Czarnej Śmierci albo chaosem wojen światowych, niż Rzymianie z najazdami barbarzyńców…

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

 

 

Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
Z zamiłowania i wykształcenia historyk, z zawodu człowiek pracujący
słowem, z chęci popularyzator historii. Lubi poznawać ją empirycznie
oraz od podszewki, dlatego często wyrusza na prywatne podróże w
czasie. Przy okazji nabył kilka umiejętności nietypowych dla
humanisty, jak strzelanie, walka bronią białą i jazda konna. Miłujący
pokój fascynat wojskowości, zakochany po uszy w międzywojennej Polsce. Jednak mimo wszystko stara się żyć tu i teraz. W wolnych
chwilach miłośnik dobrego kina, mocnego rocka i fantastyki.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Kultura

Zakochani w zagładzie. Co nas pociąga w postapokaliptycznych widokach?

Zrujnowane budynki, zdezelowane pojazdy, porozrzucane strzępy ubrań, flaki, wykrzywione słupy, wybite szyby. Czy jest coś wspanialszego niż krajobraz po zagładzie?
Nika Brassel
Nika Brassel
27 czerwca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ