Jak się rozstać z klasą i zachować po zerwaniu?

5 minut czytania
948
0
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
6 lipca 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Najpierw są urocze randki, potem codzienność, czasem dzieci, czasem tylko dres, rachunki i rutyna. Gdy ta staje się uciążliwa, a obecność partnera nie cieszy już wcale, możemy się z tym pogodzić lub rozstać. Jeśli postawimy na drugi wariant rodzi się pytanie, jak to zrobić, żeby nie wyjść na buca. I czy jest to możliwe…

Zerwanie nigdy nie jest rzeczą przyjemną i rzadko kiedy da się po takim wydarzeniu zbić z kimś pionę, otworzyć piwo, zamówić pizzę, odpalić Netfliksa i poplotkować jak za dawnych czasów, tyle że bez macania. Takie rzeczy się raczej nie zdarzają. Zdarzają się za trudne rozstania, za którymi nie stoi żaden dramatyczny powód, żadna przemoc, agresja czy uzależniania. I nimi się dziś zajmę. Rozstaniami takimi, że niby wszystko jest fajnie i miło, ale nie tak jak być powinno, i nie tak jak sobie wymarzyliśmy. Rutyna gryzie w tyłek, a miłość poszła w cholerę, więc chcemy związek skończyć. Jak to zrobić, by cierpienia było względnie mało i jak tego nie robić na pewno, bo trochę będzie głupio?

Primo: osobiście!

Klasykiem wśród słabych rozstań jest zerwanie przez SMS-a. Akurat ja na przykład, gdybym zupełnie nie podejrzewała, że mój luby chce mnie porzucić, a on by się zdecydował zrobić to przez SMS-a, to chyba bym się cieszyła, że nie jest on świadkiem tego, jak wybucham płaczem i byłabym mu całkiem wdzięczna, że oszczędził mi swojej obecności przy zrywaniu.  No ale umówmy się, ja jestem dziwadłem, normalne zerwanie, zwłaszcza jeśli związek był długi, nie powinno nastąpić przez telefon tylko twarzą w twarz, bo tak jest po prostu grzeczniej.

Bywa przykro, ale naprawdę lepiej zrywać osobiście. Inaczej po prostu nie wypada

Secundo: bez wymuszonej empatii

Absolutnie odradzam teksty z serii: „nie jestem ciebie warta”, „zasługujesz na kogoś lepszego”. Jezu, to jest straszne. Powiedz po prostu, że nie kochasz i już. Że nie chcesz związku z osobą, do której już nie czujesz nic poza sympatią. Ta osoba sama sobie to poukłada i dojdzie do wniosku, że zasługuje na kogoś może nie lepszego, ale innego, takiego, który będzie kochał.

Zaszłości z dalekiej przeszłości

Również nie polecałabym (i zupełnie nie na miejscu wydaje mi się takie zachowanie) wypominania rozmaitych starych historii. Oczywiście, jesli powodem zakończenia związku jest zdrada, to wtedy warto o tym wspomnieć i wcale nie trzeba robić tego dyplomatycznie. Ale jeśli zrywamy, bo dochodzimy do wniosku, że jednak dłużej z naszym partnerem być nie chcemy, to może nie mówmy mu, że ten Old Spice, którego używał po goleniu pachniał strasznie, te jego koszulki polo miałaś ochotę spalić, a fakt, że wiecznie musiałaś mu przypominać o segregowaniu śmieci, doprowadzał cię do furii. Nie mów też o tym, jak gapił się na tę laskę w kinie bodaj w 1997 roku i jak do dziś ci się to śni po nocach. Niekoniecznie są to informacje do przekazywania w tej sytuacji, było i minęło. Milej będzie jeśli uznamy, że czas z naszym partnerem był świetny, ale po prostu musi dobiec końca. Im mniej prania brudów z przeszłości, zwłaszcza takich bez znaczenia, tym lepiej. Poza wszystkim, sprawy, które leżą nam na sercu, warto załatwiać na bieżąco, a nie czekać na moment zerwania.

Zachowaj twarz do końca – płakać i wyć do księżyca będziesz później

Łzy na później

No dobra, wiemy już jak zerwać: stanowczo, grzecznie, twarzą w twarz, do tego najlepiej w miejscu, w którym nasz partner dobrze się czuje. Nie dowalajmy mu, bo przecież nie o to nam chodzi.

Z kolei, gdy to z nami ktoś zrywa, proponuję trzymać chłodny dystans, nie płakać, nie negocjować, nie błagać o jeszcze jedną szansę. Przyjmijmy na klatę, że ktoś nie chce z nami być i pomyślmy sobie, że jesteśmy na tyle fajni, że znajdzie się taki ktoś, z kim będzie nam lepiej. Oczywiście wypłakać się możemy, ale najlepiej w domu, sami, w matczyne ramię lub czyjekolwiek, byle nie partnera, bo jak to dobry człowiek, to jeszcze do nas wróci, a miłość z litości to kiepski wariant.

Najtrudniejsze dopiero nadchodzi

O ile zerwanie z klasą oraz przyjęcie owego zerwania na sensownych emocjach nie wydaje się rzeczą strasznie trudną, o tyle totalnie niełatwym wyzwaniem jest funkcjonowanie po takim zerwaniu i zachowanie się fair. To właśnie tu zaczynają się schody i coś, czego absolutnie nie rozumiem. Jesteśmy z kimś kilka lat, on uznaje, że nas nie kocha i kończy związek, a my jak świadkowie Jehowi zaczepiamy kogo popadnie i molestujemy go historiami o tym, jaki nasz eks był beznadziejny. W życiu, w łóżku, pracy. Sam nic nie potrafił zrobić, brzydko pachniał, dochodził w parę sekund, pił piwo za piwem, grał, wydzwaniał do matki, do tego był nieudacznikiem, fajtłapą i nie potrafił wymienić żarówki. A jego poczucie humoru? Strasburger przy nim to wodzirej, przy którym boków do zrywania brakuje. No, kurczę, przecież to, że byliśmy z kimś takim świadczy o nas. Dlaczego czekaliśmy aż z nami zerwie, skoro był taki beznadziejny? Można się wściekać, że nas zostawił, że zerwał, ale wieszanie psów na byłym trochę świadczy o nas. I wcale nie świadczy dobrze. Warto więc ugryźć się w język, zwłaszcza, że czasem los tak się układa, że wracamy do byłego. I wtedy już naprawdę robi się niezręcznie.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Do kina czy na film? Krótka historia randkowania

Potrzebna była emancypacja kobiet, rewolucja seksualna, wynalezienie pigułki antykoncepcyjnej i koedukacyjne szkolnictwo, by zwyczaj randkowania miał szansę się narodzić i na dobre zadomowić w naszej kulturze.
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
12 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ