Teorie spiskowe, które okazały się całkiem prawdziwe

7 minut czytania
2481
1
Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
1 września 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Historia zna wiele rzeczywistych zdarzeń, w które albo nie wierzono, albo starano się wyjaśniać czymś innym, niż rzeczywiste powody. Innymi słowy, niemało teorii spiskowych okazało się prawdą. W poniższym tekście pokrótce przedstawię kilka takich przypadków. Chciałbym przy tym zastrzec, że absolutnie nie namawiam do wiary w każdą dziwaczną teorię i nie namawiam również do odrzucania ich a priori. Zachęcam tylko aby w miarę swoich możliwości każdą wątpliwość rozważać samodzielnie, unikając bezrefleksyjnego przyjmowania cudzego osądu.

Mianem „teorii spiskowej” potocznie i dosyć pogardliwie określa się wyjaśnianie rozmaitych wydarzeń działaniem sił trzecich, innym niż najbardziej prawdopodobne w danej sytuacji. Tymczasem, nawet zwykłe doświadczenie życiowe wielokrotnie pokazuje, że to co najbardziej prawdopodobne wcale nie musi być prawdziwe, a często prawidłowymi okazują się najbardziej karkołomne wyjaśnienia. Bywa również tak, że niesamowita opowieść ma swoje źródło w twardym fakcie, który po prostu z czasem obrasta plotką. Do tego wszystkiego należy także dodać to, iż ośmieszanie jakiejś teorii może stanowić celową dezinformację dokonywaną właśnie przez owe siły trzecie, pragnącą ukryć swoje poczynania.

Agent Lenin

Około 1915 roku, rząd Niemiec wyraźnie dostrzegał, że kraj źle sobie radzi z prowadzeniem wojny na dwa fronty. Mimo ogromnych możliwości Cesarstwa Niemieckiego i jego sojuszników taki konflikt mógł skończyć się bardzo źle, szczególnie z gigantyczną Rosją, zdawałoby się dysponującą nieprzebranymi zasobami. Uznano więc, że należy Rosję  wyeliminować, a jako, że mało prawdopodobne było pokonanie jej militarne, sięgnięto po sprawdzony w wielu wojnach środek, czyli wywołanie rewolty na terytorium przeciwnika. Rosja nadawała się do tego doskonale – nie dość, że co najmniej od 1905 roku przeżywała okres wewnętrznych niepokojów, to jeszcze jako „więzienie narodów” miała mnóstwo potencjalnych punktów zapalnych pod postacią zniewolonych krajów. Do tej beczki prochu potrzeba było tylko lontu oraz iskry.

Najlepsze narzędzie dywersji.

Świetnie nadawała się do tego silna grupa opozycyjna bolszewików oraz ich przebywający od lat na emigracji przywódca, Władimir Iljicz Uljanow, posługujący się pseudonimem literackim Lenin. Bolszewicy, w przeciwieństwie do ortodoksyjnych marksistów, przejawiali dużą fascynację metodami jakobińskimi, czyli krwawym przewrotem oraz terrorem. Czy można sobie wyobrazić lepsze narzędzie dywersji w kraju groźnego przeciwnika? Nic dziwnego, że niemiecki wywiad kontaktował się z Leninem już w 1915 roku, wtedy jednak spotkał się z odmową.

Nieudana inwestycja

Nową sytuację wytworzyła rewolucja lutowa 1917 i wynikająca z niej próba zbudowania w Rosji systemu demokratycznego, dające sposobność do przejęcia władzy przez bolszewików. Tym razem Lenin zgodził się na niemiecką propozycję. Władze Rzeszy zorganizowały mu oraz dużej grupie jego współpracowników podróż ze Szwajcarii do Rosji, poprzez Niemcy i Szwecję. Po przybyciu Lenina, już w lipcu 1917 doszło do stłumionego przez nowe rosyjskie władze zbrojnego wystąpienia bolszewików, noszącego wiele znamion klasycznego „rozpoznania bojem”.

Najwyraźniej rozpoznanie było owocne, bo pucz z października (listopada) 1917 roku zakończył się już pełnym sukcesem, przechodząc do historii jako Rewolucja Październikowa. Inwestycja w Lenina okazała się jednak dla Niemców nieudana, bo chociaż przejęcie władzy przez bolszewików rzeczywiście mocno zdestabilizowało Rosję i rozpoczęło proces wycofywania się jej z wojny, to jednak nie szedł on tak gładko, jak się spodziewano. Aby wymusić pokój, Niemcy musieli w lutym 1918 przeprowadzić jeszcze jedną ofensywę na wschodzie. Co więcej, rosyjscy komuniści dla odmiany zaczęli bardzo intensywnie agitować siły rewolucyjne w Niemczech, jawnie dążąc do destabilizacji tego kraju i wywołania w nim proletariackiej rewolty.

Agent Hitler wymyka się spod kontroli

Innym agentem, którego wykorzystanie dało skutek inny od oczekiwanego był Adolf Hitler. Po zakończeniu I wojny światowej, pozostając w czynnej służbie w Reichswehrze, Hitler otrzymał przydział do wywiadu wojskowego wraz z zadaniem wywierania wpływu na żołnierzy oraz infiltracji licznie powstających wówczas w Niemczech partii politycznych. W 1919 roku otrzymał zlecenie infiltracji Niemieckiej Partii Pracy (DAP) założonej przez Antona Drexlera. Przychodząc na jej spotkania odkrył, że prezentowane tam poglądy niezmiernie mu odpowiadają. Został więc aktywnym członkiem organizacji, skłonił współtowarzyszy do zmiany nazwy na Narodowosocjalistyczną Niemiecką Partię Pracy (NSDAP), zaprojektował dla niej logo (swastykę), a po wystąpieniu z wojska w 1920 w pełni zaangażował się w politykę i w 1921 roku sam stanął na czele NSDAP, rozpoczynając jej marsz po władzę.

Amerykańskie eksperymenty medyczne

Tajne eksperymenty medyczne, jakie rząd Stanów Zjednoczonych miał przeprowadzać na swoich nieświadomych obywatelach, przez długie lata stanowiły wręcz sztandarową teorię spiskową, albo wyśmiewaną, albo inspirującą autorów thrillerów i science fiction (w  tym serial “Z Archiwum X”). A jednak, pod koniec XX wieku, administracja Billa Clintona oficjalnie przyznała, że w USA przez długie lata przeprowadzano naganne eksperymenty medyczne.

Większość z nich miała miejsc w latach Zimnej Wojny, dotyczyła radiacji i jej wpływu na ludzki organizm, co miało przygotować kraj do wojny jądrowej. Kiedy poznaje się szczegóły owych doświadczeń, włos się jeży. W wielu ośrodkach medycznych podawano nieświadomym tego pacjentom pluton i rad. Zazwyczaj wybierano osoby w stanie ciężkim (na przykład ofiary wypadków samochodowych), aby ewentualny zgon wytłumaczyć przyczynami bardziej naturalnymi. Nie wahano się również podawać radu ciężarnym kobietom, w celu zbadania wpływu izotopu na rozwój płodu. W celach naukowych, mieszkańców okolic, gdzie przeprowadzano próby jądrowe specjalnie nie informowano o niebezpieczeństwach związanym z opadem promieniotwórczym. Przeprowadzano manewry wojskowe podczas których zwyczajnie wyposażona piechota ruszała do ataku wśród  świeżych grzybów atomowych.

Szokujące eksperymenty nie ograniczały się do spraw związanych z radioaktywnością. Mroczną sławą okryło się na przykład miasteczko Tuskagee , gdzie co najmniej od lat trzydziestych XX wieku celowo symulowano leczenie syfilityków, aby zbadać dalekosiężne skutki tej choroby.

Czarne wołgi i czarne helikoptery

W czasach PRL powszechnie straszono demoniczną czarną wołgą, do której wprost z ulicy wciągano niewinne ofiary, zwłaszcza dzieci, aby potem sprzedać je na organy, lub wytoczyć z nich krew. Zdawałoby się, że to opowieść  upiorna, lecz bzdurna, a tymczasem zrodziła się z prawdziwego zdarzenia. W 1965 roku, doszło w Warszawie do uprowadzenia trzyletniej Lilianny Hencel, którą z mieszkania na ulicy Grochowskiej zabrały dwie kobiety udające dalekie krewne. Według zeznań świadka, porywaczki wraz dzieckiem oddaliły się czarnym autem marki wołga. Milicja rozpoczęła zakrojone na szeroką skalę poszukiwania, sprawie nadano wielki rozgłos, często wspominając przy tym o wymienione wcześniej czarnej wołdze. Wszystko dobrze się skończyło, mała Lilka cała i zdrowa wróciła do rodziców, ale czarna wołga przedostała się do świadomości społecznej, stając elementem miejskiej legendy. Zapewne istotną rolę odegrał w tym fakt używania tego auta przez bezpiekę – patrząc z  tej strony, za sprawą czarnej wołgi rzeczywiście znikali ludzie.

W Stanach Zjednoczonych rolę takiego demonicznego pojazdu spełniają czarne helikoptery, bezszelestne jak wampiry, niewidoczne na tle nocnego nieba i używane przez tajne organizacje rządowe w realizacji najróżniejszych spisków, w tym, rzecz jasna, porwań. I rzeczywiście, śmigłowcami w takim kolorze dysponują amerykańskie siły specjalne, w tym 160 Pułk Lotniczy Operacji Specjalnych, wykorzystujący je do działań na terytorium US, zwłaszcza obszarach gęsto zaludnionych. Pomalowane na czarno maszyny wyposażone są w noktowizory, co pozwala im działać nocą bez używania oświetlenia.

Używane przez tajne organizacje rządowe?

Upiory z pogotowia

Łódzka afera „łowców skór” to przykład, że prawdziwa może okazać się historia tak upiorna, że mogłoby się wydawać, iż wysnuć jest ją w stanie tylko umysł autora horrorów. Przez co najmniej dekadę, pracownicy pogotowia ratunkowego w wielkim mieście celowo i być może na masową skalę uśmiercali swoich pacjentów, tylko po to, aby za umówioną wcześniej łapówkę mogły ich pochować wybrane zakłady pogrzebowe.

W dodatku ci ludzie, którym przecież w dramatycznych momentach powierza się życie i zdrowie, zabijali  niezwykle okrutnie, podając środek zwiotczający mięśnie, który sprawiał, że sparaliżowana, lecz przytomna ofiara dusiła się niezdolna do zaczerpnięcia oddechu. W upiorny proceder, potocznie nazywany „handlem skórami” w mniejszym lub większym stopniu zamieszani byli sanitariusze, lekarze, dyspozytorzy. Wiele wskazywało, że dochodziło do mordów na ogromną skalę. W pewnym momencie śledztwa badano aż pięć tysięcy podejrzanych zgonów!

Ostatecznie udowodniono tylko pięć zabójstw, w Łodzi, ale i tak o pięć za dużo. Historie o pracownikach pogotowia (z różnych miast) którzy nie ratowali lub zabijali chorych w zamian za pieniądze z domów pogrzebowych, krążyły od lat, najczęściej jednak zbywane śmiechem jako „teorie spiskowe”. Na trop zbrodni naprowadziło dopiero w 2001 roku dostrzeżone przez dyrektora łódzkiego pogotowia rekordowe zużycie Pavulonu, niebezpiecznego środka zwiotczającego mięśnie. Dyrektor powiadomił policję, ruszyło śledztwo… i koszmarne, niewiarygodne plotki okazały się prawdą.

Plotki o „łowcach skór” krążyły od dawna

Reptilianie?

Jak widać, bezrefleksyjne przyjmowanie czegoś za dobrą lub złą monetę może być co najmniej ryzykowne, zwłaszcza jeśli to coś już na pierwszy rzut oka nie wydaje się całkowitą bzdurą (jak na przykład opowieści o reptilliańskim spisku). Czasem też zlekceważenie niewiarygodnej opowieści prowadzić może do niewiarygodnych tragedii. Warto wiedzieć, że podczas II wojny światowej bardzo długo nie dawano wiary w istnienie obozów zagłady, mimo dramatycznych relacji docierających z okupowanej przez Niemców Europy.

Opowieści o kombinatach, gdzie przy użyciu przemysłowych metod masowo selekcjonuje się i uśmierca więźniów, części zwłok utylizuje się, a pozostałości ciał pali w piecach jako odpady, wydawały się zbyt upiorne, aby było prawdziwe. Zakładano, że to z pewnością przesada, oczernianie Niemców przez obywateli podbitych państw. Dopuszczano myśl o popełnianiu przez Niemców zbrodni wojennych, jednak raczej… konwencjonalnych. W obozy zagłady tak naprawdę uwierzono dopiero w 1945 roku, kiedy zaczęli się na nie natykać amerykańscy i sowieccy żołnierze. Ale wtedy, w większości przypadków, było już za późno…

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
Z zamiłowania i wykształcenia historyk, z zawodu człowiek pracujący
słowem, z chęci popularyzator historii. Lubi poznawać ją empirycznie
oraz od podszewki, dlatego często wyrusza na prywatne podróże w
czasie. Przy okazji nabył kilka umiejętności nietypowych dla
humanisty, jak strzelanie, walka bronią białą i jazda konna. Miłujący
pokój fascynat wojskowości, zakochany po uszy w międzywojennej Polsce. Jednak mimo wszystko stara się żyć tu i teraz. W wolnych
chwilach miłośnik dobrego kina, mocnego rocka i fantastyki.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Apokalipsy, które się wydarzyły – wszyscy żyjemy w świecie postapo

Barwne, chociaż przerażające, wizje postapokaliptycznej przyszłości mają w sobie to straszne i zarazem bezpieczne piękno, jakie cechuje burzę oglądaną z wnętrza przytulnego domu. Są czymś groźnym, co jednak nas nie dotknie, bo stanowi tylko urzekające widowisko. Są fantastyką. A tymczasem – wcale nie! Cywilizacja wielokrotnie doświadczała apokalipsy o takiej skali, jak zagłada ukazywana w literaturze i filmie.
Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
25 lipca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ