Cesarzowa Sisi – niewykształcona, piękna i niepodporządkowana

5 minut czytania
3986
1
Zofia Kociołek-Sztec
Zofia Kociołek-Sztec
13 października 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Kontynuujemy cykl o ekscentrycznych, niezależnych i ciekawych kobietach, których nie brakuje w historii. W zeszłym tygodniu opublikowaliśmy historię księżnej Daisy von Pless, dzisiaj opowiemy o cesarzowej Sisi.

Dawno, dawno temu, w zamku nad pięknym jeziorem żyła sobie przepiękna i wykształcona księżniczka. Od dziecka wiedziała, że w przyszłości zostanie kimś ważnym. Jako nastoletnia dziewczyna pojechała do cesarza Austrii, by zostać jego narzeczoną. Ale los płata figle, a serce nie sługa i młody władca zakochał się – owszem – ale w jej siostrze: Sisi. I to o niej właśnie będzie ta historia.

Possenhofen – pałac nad jeziorem Starnberg w Bawarii. Tutaj Sisi, jako dziecko, spędzała wakacje.
Possenhofen – pałac nad jeziorem Starnberg w Bawarii. Tutaj Sisi, jako dziecko, spędzała wakacje.

Na cesarski dwór

Nasza bohaterka: Elżbieta Amalia Eugenia była jednym z dziewiątki dzieci, które urodziły się w bawarskiej, książęcej rodzinie von Wittelsbach. Jedynym, które urodziło się w wigilię Bożego Narodzenia, w dodatku z jednym zębem (co miało jej wróżyć, że będzie kimś wyjątkowym). Mimo zaszczytnego tytułu i doskonałych koneksji (jej matka była rodzoną siostrą austriackiej arcyksiężnej Zofii), rodzina nie należała do bogatych. Cały ciężar oczekiwań dynastycznych spoczął na najstarszej (i najpiękniejszej) córce: Helenie, a skromny budżet Wittelsbachów wystarczył tylko na jej edukację. Sisi, z którą nie wiązano większych nadziei matrymonialnych miała błogie, beztroskie dzieciństwo, które spędzała albo w siodle galopując po okolicznych lasach albo chodząc boso po łąkach, ciesząc się pięknem natury. Małżeństwo Heleny z cesarzem Franciszkiem Józefem I zostało zaaranżowane przez matki przyszłych narzeczonych. Nie do końca wiadomo dlaczego na wizytę na carskim dworze pojechała także Sisi. Wiadomo natomiast, że cesarz gdy tylko ją zobaczył, a wpadła spóźniona na oficjalną kolację, w zabrudzonej sukience i z terierem pod pachą, zakochał się na zabój i – jak rzadko kiedy – postawił się swojej apodyktycznej matce. Dał jej wybór: albo zgodzi się na ślub z Elżbietą, albo arcyksiężna Zofia może sobie szukać nowego cesarza.

Miłość i prezenty

Franciszek Józef I daje upust swojej miłości i obsypuje Sisi wyszukanymi prezentami. Najbardziej imponującym jest szkatuła w kształcie pałacu, bogato zdobiona klejnotami. Dziś wycenia się ją nawet na milion dolarów. Sisi jednak była kobietą ekscentryczną, co miała zwyczaj udowadniać na każdym kroku, i bardziej ucieszyła ją papuga, którą sprezentował jej narzeczony. Jeśli chodzi o wyszukane podarki to Sisi na któreś urodziny zażyczyła sobie, bagatela, tygrysa bengalskiego. Co robisz jeśli twoja żona chce tygrysa, a ty nie jesteś pewien czy zwierzę przeżyje transport z innego kontynentu i zaadaptuje się do nowych warunków? Cesarz sobie poradził – na wszelki wypadek kupił trzy tygrysy.

Będąc przy temacie zwierząt – Sisi była wybitną amazonką. Umiała ujarzmić najdziksze konie. Po prostu podchodziła do nich, patrzyła im prosto w oczy, poklepywała i… już. Wsiadała, jechała do lasu, ścigała się podczas szaleńczych polowań. Jeździectwo było jej żywiołem.

Cesarzowa Sisi
Cesarzowa Sisi

Pruski chów dzieci

Choć cesarskie małżeństwo doczekało się czwórki dzieci, ich związek nie należał do wyjątkowo udanych. Trudno wskazać jedną przyczynę takiego stanu rzeczy. Sisi nie była nigdy kobietą, dla której szczególnie istotną sferą byłby erotyzm więc pożycie małżeńskie traktowała raczej w kategoriach obowiązku. Ich relacji na pewno nie ułatwiała też uwielbiająca kontrolę, matka Franciszka. To ona zdecydowała, że dzieci Sisi będą wychowywane przez guwernantki, a ta będzie je oglądać jedynie podczas oficjalnych „widzeń”. Decyzję arcyksiężnej Zofii można poniekąd zrozumieć: potomstwo pary cesarskiej stanowiło cenny towar, za pomocą którego można było wzmacniać pozycję Austrii. Nic więc dziwnego, że matka cesarza nie chciała mieć jako „waluty” drugiej Sisi: niesfornej, niepodporządkowanej i niewykształconej. Wolała wziąć sprawy w swoje ręce i wychować dzieci na Habsburgów z prawdziwego zdarzenia.

Innym powodem niesnasek była ogólna niechęć Elżbiety do jej oficjalnych obowiązków i dworskiej etykiety – po prostu nie umiała zmienić się z romantycznej, biegającej po łąkach dziewczyny w cesarzową jednego z najpotężniejszych ówczesnych mocarstw. Jak ognia unikała wystąpień publicznych; sporo podróżowała tłumacząc to względami zdrowotnymi. Było to o tyle uzasadnione, że po śmierci pierwszej, niespełna dwuletniej córeczki Sisi, cesarzowa popadła w depresję. Jak się okazało, wrażliwość i skłonność do takich zachowań odziedziczył po Sisi jej syn – Rudolf. Pozbawiony matczynego ciepła, musztrowany przez całe swoje dzieciństwo, nieszczęśliwy na dworze – w wieku 30 lat popełnił samobójstwo.

Pałac Schoenbrunn

Piękny głuptasek

Odsunięta od wychowywania dzieci, pogrążona w żałobie po pierwszym dziecku, skonfliktowana z teściową Elżbieta zamknęła się we własnym świecie i skoncentrowała prawie wyłącznie na sobie. Zaczęła obsesyjnie dbać o swój wygląd, z czym wiążą się dziesiątki opowieści i legend. Sisi tuż po śmierci swojej córeczki wyjechała na Korfu. Pokochała tamtejszą kulturę i morze (w wieku 51 lat wytatuowała sobie nawet kotwicę na ramieniu!) , a samo miejsce wywarło na nią niezwykły wpływ. Z Grecji powróciła odmieniona: stała się niezwykle świadoma swojej urody i tego, co może dzięki niej osiągać. Wygląd stał się jej obsesją, zakrawającą wręcz o chorobę psychiczną, a przypadków takich zaburzeń w rodzinie Wittelsbachów nie brakowało.

Szczególną uwagę cesarzowa poświęcała swoim włosom. Przeszły one do historii, nie tylko ze względu na ich imponującą długość (sięgały prawie do ziemi). Sisi dbała o nie z prawdziwym namaszczeniem. Używała specjalnego szamponu z koniakiem i żółtkami jajek, żeby podkreślić ich kasztanowy odcień i nadać im wyjątkowego blasku. Na rozdwojone końcówki używała mikstury z pokrzywy, soku z cytryny i octu jabłkowego. Najsłynniejszą jej fryzurą, uwiecznioną na wielu obrazach czy zdjęciach, była korona z warkoczy, w które wplecione były (warte rzecz jasna majątek) diamentowe gwiazdy. Fryzura ta powstawała przez około dwie godziny, a poranna toaleta cesarzowej trwała od 5 rano do 12 w południe. Sisi w tym czasie nie próżnowała: uczyła się greki.

Nie była łatwą „klientką”, ale dzięki temu służąca odpowiedzialna za włosy cesarzowej była prawdziwą celebrytką na dworze – nie tylko zarabiała pokaźną pensję, ale też była powiernicą Sisi. Czasem nawet, podczas zagranicznych oficjalnych okazji, występowała jako jej sobowtór. W tym czasie cesarzowa, incognito, swobodnie zwiedzała miasto. Praca fryzjerki miała także swoje minusy – trzeba było bardzo uważać na włosy Elżbiety, bo ta reagowała szałem, gdy tylko odkrywała, że któryś z nich wypadł (a można to było łatwo zweryfikować, bo wokół porozkładane były białe prześcieradła). Na dworze głośno było również o atakach agresji i pobitych ręcznych lusterkiem służących, które próbowały rozczesać włosy cesarzowej. Piękne warkocze Sisi były także jej utrapieniem, bo ich ciężar wywoływał u niej bóle głowy. Żeby zmniejszyć ich ciężar i nieco jej ulżyć, czasem były podwieszane nad siedzeniem cesarzowej.

Cesarzowa Sisi

Tajemnice pięknej figury

Cesarzowa słynęła również z perfekcyjnej figury. Po czterech porodach nadal miała w talii 47 cm! Była wysoka (172 cm) i nigdy nie ważyła więcej niż 50kg. Gdy zbliżała się do granicznej wagi rozpoczynała drakońską dietę podczas której, np. przez cały dzień piła tylko mleko, bulion z czterech rodzajów mięsa albo… surową krew wołową. Sisi jak niemal każda kobieta przepadała za słodyczami. Ukochanym jej deserem były lody fiołkowe. Niemal nigdy ich sobie nie odmawiała.Nie jadła za to warzyw i owoców (poza pomarańczami). Jednym słowem – znane polskie trenerki psychicznie by sobie z tym jadłospisem nie poradziły.

Dieta dietą, ale sekretem pięknego ciała cesarzowej był sport. Jako świetna amazonka potrafiła spędzić w siodle nawet sześć godzin. W każdym ze swoich pałaców miała również salę gimnastyczną, co było ewenementem na tamte czasy, i tam do upadłego rzeźbiła swoje perfekcyjne ciało. Kiedy skończyła 45 lat zaprzestała jazdy konnej na rzecz, czegoś, co dziś nazwalibyśmy marszobiegami. Dziennie potrafiła przejść 40-50 kilometrów więc odtąd głównym kryterium doboru dam dworu była ich wytrzymałość i sprawność fizyczna.

A co z pielęgnacją ciała? Tu Sisi korzystała wyłącznie z organicznych składników. Brała kąpiele parowe i w oliwie z oliwek. Stosowała też maseczki z surowej cielęciny, ogórków i truskawek. Rezygnowała z makijażu na rzecz naturalnego looku, choć brwi podkreślała np. sadzą, a usta i policzki barwiła na czerwono, korzystając oczywiście z odpowiednich mikstur roślinnych.

Cesarzowa uchodziła za najpiękniejszą kobietę świata, ale sama wychodziła z założenia, że „przezorny zawsze ubezpieczony”. Miała swoich specjalnych wysłanników, którzy odwiedzali dwory królewskie w całej Europie i donosili jej następnie kto jak się ubiera oraz… jaką nosi bieliznę i gorsety dla lepszego wyeksponowania swojej figury. Sisi prowadziła także „albumy piękności”, w które wklejała zdjęcia kobiet o wyjątkowej urodzie, z którymi oczywiście się porównywała.

Cesarzowa Sisi
Figura cesarzowej Sisi

Nie zaglądajmy cesarzowej w zęby

Jedynym jej kompleksem było uzębienie – najoględniej mówiąc – nieestetyczne. Z tego powodu cesarzowa mówiła bardzo niewiele (zwłaszcza w sytuacjach oficjalnych), a jeśli już się odzywała to bardzo cicho. Taka małomówność była odczytywana, niesłusznie zresztą, jako brak inteligencji. Stąd przywarło do niej określenie „ piękny głuptasek”. Cóż, co jak co, ale głuptasek raczej nie nauczyłby się władać greką na tyle żeby robić przekłady Szekspira i węgierskim! Ten ostatni język był jej szczególnie bliski, podobnie jak całe królestwo Węgier. Tamtejsza sytuacja skłoniła cesarzową, która stroniła od polityki, do wstawienia się u męża w sprawie swoich ulubieńców. To dzięki Sisi ogłoszono amnestię dla węgierskich buntowników po Wiośnie Ludów w 1848 roku. Następnie, w 1867 roku, również pośrednio z jej inicjatywy, powstały Austro-Węgry. Trudno powiedzieć z czego dokładnie wynikała fascynacja Elżbiety Węgrami. Wiele wskazuje na to, że była to po prostu możliwość stanięcia w opozycji do proaustriackiej teściowej i w ogóle wiedeńskiego dworu. Niemniej jednak na Węgrzech do dziś czci się pamięć Sisi i to tam panowała szczególna żałoba po jej tragicznej śmierci.

Żałoba po Rudolfie

Rok 1889 przynosi przełom w życiu Elżbiety. To wtedy popełnia samobójstwo jej syn – Rudolf. Pogrążona w żałobie Sisi korzysta z pretekstu i całkowicie wycofuje się z życia publicznego. Odtąd, już do końca ubiera się wyłącznie na czarno. Jej uroda przeminęła, dlatego cesarzowa już nie pozwala się malować ani fotografować. Wyrusza w długą podróż, która w rzeczywistości była ucieczką. Również od ludzi, bo nie pozwoliła sobie towarzyszyć ani damom dworu, ani gwardzistom odpowiedzialnym za jej bezpieczeństwo. To okazało się tragiczne w skutkach.

10 września 1898 roku w Genewie w Szwajcarii, stojąc na molo Elżbieta czekała na parowiec wycieczkowy. Nagle podbiegł do niej, jak się później okazało, włoski anarchista, który dźgnął ją w serce pilnikiem. Rana okazała się śmiertelna, cesarzowa zmarła po kilkunastu minutach. Tragizmu całej sytuacji dodaje fakt, że morderca chciał po prostu „zabić kogoś znaczącego”, najchętniej koronowaną głowę. A Sisi unikająca ochrony stała się po prostu łatwym celem.

Społeczeństwo austriackie, które kojarzyło Sisi głównie z jej ekscesami, współczuło głównie owdowiałemu Franciszkowi. Ten z kolei naprawdę kochał Sisi – była „promieniem światła” w jego nudnym życiu. Jego jedynym szczęściem, choć życie z tą zadziwiającą, wymykającą się wszelkim normom kobietą z pewnością było wyzwaniem.

Zofia Kociołek-Sztec
Zofia Kociołek-Sztec
Gdyby wypalił jej plan A, dziś byłaby księżną Monako. Plan B zakłada posiadanie pałacu na Dolnym Śląsku, w którym będzie mieszkać i przyjmować gości podając kawę w prawdziwej porcelanie. Póki co nosi replikę pierścionka księżnej Kate, a zamki poznaje jako turystka. Aktualnie funkcjonuje jako królowa-matka małej Wandy. Z zawodu jest PR-owcem. Uwielbia dobre jedzenie, książki (choć najchętniej na okrągło czytałaby „Dumę i uprzedzenie”), galopy na swoim rudym koniu po lesie i weekendowe wypady, podczas których razem z mężem odkrywają niesamowite miejsca w Polsce lub oglądają rekonstrukcje bitew. Życie z nią to nieustanna sinusoida – albo krzyczy albo się śmieje. Jej motto to „ostatni łatwy dzień był wczoraj”.
AUTOR

Polecamy

Szczepionka wyborcza

Anna Godzwon
Anna Godzwon
4 października 2018

Komentarze