Izabela Czartoryska – uwodzicielka, skandalistka, mecenaska sztuki

15 minut czytania
1045
0
Zofia Kociołek-Sztec
Zofia Kociołek-Sztec
21 grudnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Dziś historia niezwykłej Polki. Arystokratki, uwodzicielki, skandalistki, matki, patriotki, mecenaski sztuki, autorki podręczników… Kobiety, której życie zostało rozdarte na dwie części tragicznym wydarzeniem. Jej zbiory pamiątek były tak imponujące, że uznaje się je za pierwszą kolekcję muzealną. Trudno się z resztą dziwić — mało kto może się pochwalić obrazami z Wielkiej Trójki na ścianie ogrodowego domku. Oto ona: Izabela Czartoryska z Flemmingów.

Brzydkie kaczątko

Sama o sobie pisała, że „Piękną nigdy nie byłam, ale często bywam ładna.” Dodaje także, że dzięki jej pięknym oczom jej wyraz twarzy „bywa zajmujący”. Oczy rzeczywiście miała niezwykłe, ale na to żeby stać się świadomą siebie kobietą musiała poczekać dobrych kilkanaście lat. Cofnijmy się jednak do roku 1746. Wtedy w Warszawie przychodzi na świat Elżbieta Dorota z Flemmingów. Imię Izabela przyjmie dopiero później, podążając za modą wśród wyższych sfer. Jej dzieciństwo nie należało do najszczęśliwszych. Matka – Antonina z Czartoryskich zmarła tuż po porodzie. Ojciec – Jerzy Detloff Flemming — zabiegany podskarbi wielki litewski, nie miał czasu na jej wychowywanie. Zadanie to powierzył swojej matce — osobie pozbawionej ciepłych uczuć i ambicji w zakresie edukacji kobiet. Mimo to Izabela miała ogromne szanse wyjść dobrze za mąż — imponujący posag oraz koneksje ojca były doskonałym wabikiem. Żeby zabezpieczyć rodzinny majątek postanowiono wydać ją za dalekiego kuzyna: Adama Kazimierza Czartoryskiego, uchodzącego za najlepszą partię w Polsce. Słynął nie tylko z bogactwa, ale także z zamiłowania do sztuki, zaangażowania politycznego i obycia w świecie. Pobrali się, kiedy Izabela miała piętnaście lat, a on dwadzieścia siedem. Panna młoda tuż przed ślubem zachorowała na ospę co spowodowało, że szła do ołtarza w peruce, bo powypadały jej wszystkie włosy. Była bardzo wychudzona, miała figurę nastolatka, a jej twarz pokrywały czerwone plamy. Trudno się więc dziwić, że siostra pana młodego — księżna Lubomirska – mdlała z rozpaczy, że jej bratu przypadła w udziale tak brzydka, a w dodatku głupia żona. Nie trzeba chyba dodawać, że obie panie nigdy nie zapałały do siebie sympatią.

Po ślubie książę Adam dokładał wszelkich starań, żeby nadrobić braki w edukacji swojej młodej małżonki. Wiedząc, że nic nie kształci tak jak podróże jeździli po całym świecie, goszcząc na różnych dworach, chodząc na przedstawienia teatralne, podziwiając sztukę, poznając wybitne osobistości tamtych czasów. Trzeba przyznać, że Izabela była pojętną uczennicą, choć oczywiście jest to też częściowo zasługą atrakcyjnego systemu nauczania przyjętego przez jej męża. Nadal jednak w oczach księcia musiała uchodzić za brzydkie kaczątko, bo nie ukrywał wcale swojej miłości do innych kobiet, chętnie nawiązując z nimi romanse. Izabela przytomnie postanowiła dotrzymać mu kroku w tej popularnej w tamtych czasach konkurencji. O tym jednak za chwilę.

Młodzi państwo Czartoryscy zamieszkali w warszawskim Błękitnym Pałacu. Tu też przyszła na świat ich pierwsza córka – Teresa. Dla Izabeli pierwsza ciąża była momentem przełomowym. Z wychudzonego, zakompleksionego podlotka oszpeconego śladami po ospie stała się naprawdę atrakcyjną kobietą. Zaczęła wywierać na mężczyznach piorunujące wrażenie i szybko nauczyła się z tego korzystać. Jeden z jej późniejszych kochanków, książę Armand Loiusa de Gontaut de Lauzun, w swoich pamiętnikach opisuje Izabelę tak:

Średniego wzrostu, za to wspaniałej kibici, mając najpiękniejsze oczy, najpiękniejsze włosy, najpiękniejsze zęby, śliczne stópki i będąc cery wielce śniadej, acz nieświeżej i zeszpeconej przez ospę, łagodnością w sposobie bycia i ruchami o niezrównanym wprost wdzięku pani Czartoryska udowadniała, że nie będąc wcale ładną, można być osobą uroczą.

Żądna miłosnych uniesień

O jej licznych romansach mówiła cała ówczesna Warszawa. Dość powiedzieć, że z pięciorga jej dzieci tylko Teresa była ślubnym. Co więcej, istnieje teoria, że była ona dzieckiem reżysera teatralnego, z którym Izabela współpracowała i z którym łączyły ją bliskie relacje. Jak było na pewno nie wiadomo, natomiast książę, nawet jeśli miał wątpliwości wokół ojcostwa córki, zachował je dla siebie.

Uznał także pozostałe dzieci – nosiły jego nazwisko, dbał o ich wykształcenie i majątek, choć pewnie nie było to dla niego łatwe. Tak czy inaczej Izabela po tym jak odkryła siłę swojej kobiecości, postanowiła korzystać z życia. Pierwszym głośnym związkiem był romans z jej kuzynem i przy okazji nowym królem Polski: Stanisławem Augustem Poniatowskim, zwanym w rodzinie „Antosiem”. Warto dodać, że przepustką do tronu był dla niego związek sprzed kilku lat z carycą Katarzyną, o której opowiadałam ostatnio. Dzięki związkowi księżnej Izabeli z nowym władcą familia Czartoryskich zyskała dodatkowo na znaczeniu, choć i tak ich pozycja w polityce była niezwykle silna. Na tyle, że wysuwano kandydaturę księcia Adama Kazimierza na króla Polski zanim został nim Poniatowski. Czartoryski jednak nie był zainteresowany objęciem tronu, a dla carycy – już wtedy mocno ingerującej w sprawy naszego państwa – to Antoś był wymarzonym, bo łatwiejszym do sterowania kandydatem.

Adam Kazimierz świadom korzyści wynikających z nieformalnej relacji jego żony i króla nie miał nic przeciwko ich romansowi. Co więcej, sam podwoził ją do kochanka, jadąc do którejś ze swoich faworyt. Cóż – może miał akurat po drodze.

Z ich związku urodziła się córka Maria, zwana później przez złośliwych „Ciołkówną” (od herbu Ciołek, który nosił Poniatowski). Izabela miała dla Poniatowskiego wiele sympatii, a poza tym uchodził on za mężczyznę szalenie atrakcyjnego więc pewnie ich romans trwałby latami, gdyby nie to, że o Izabelę upomniała się ojczyzna. A w zasadzie to mąż. I wcale nie chodziło o to że nagle zrobił się zazdrosny o żonę. W tamtym czasie bowiem rosyjskim dyplomatą urzędującym w Warszawie był niejaki Nikołaj Repnin. Człowiek carycy Katarzyny, którego zadaniem było blokowanie reform, tak przecież potrzebnych zagrożonej Polsce. Był bardzo skuteczny więc bezradni król i Czartoryscy doszli do wniosku, że „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” i dosłownie rzucili Izabelę w ramiona Repnina. Księżna nie była tym projektem zachwycona, ale niespecjalnie miała wybór. Poza tym rzeczywiście miała na względzie dobro ojczyzny. I choć nie do końca udało się powstrzymać działania Repnina to wystarczyło żeby caryca się wściekła i tuż po tym jak związała się konfederacja barska, odwołała go ze stanowiska. Odtąd także uważała Izabelę za niezwykle przebiegłą i skuteczną na politycznym polu. Na tyle, że była święcie przekonana, że za wybuchem insurekcji kościuszkowskiej stoi sama księżna Czartoryska. Ze związku z Repninem urodził się Jerzy Kazimierz. Być może to fakt, że ojcem dziecka jest antypolski dyplomata sprawił, że książę Adam początkowo nie chciał uznać syna Izabeli. Podobno miał zamiar odnieść niemowlę w koszyku do rosyjskiej ambasady, jednak ostatecznie dał się udobruchać i mały Jerzy został Czartoryskim.

Kolejnym kochankiem księżnej został, wspomniany już, francuski książę Armand Louis de Gontaut de Lauzun, złośliwie nazywany przez Polaków „duczkiem lozańskim”. Poznali się podczas podróży Czartoryskich do Londynu, w której towarzyszył im – nomen omen, zakochany w Izabeli po uszy — Repnin. Trzeba też zaznaczyć, że romans z diukiem był bardzo dla Izabeli burzliwy, bo po prostu się w Armandzie zakochała. Cóż – być może coś jest na rzeczy z tymi francuskimi kochankami… Odtąd podróżowali we czworo (Czartoryscy, Repnin i diuk), a w pewnym momencie dołączył do nich hetman Ksawery Branicki. Nie trzeba chyba dodawać, że był on kolejnym wielbicielem księżnej? Tak czy inaczej to francuski kochanek był ojcem jej kolejnego syna: Konstantego. Co więcej – zgodnie z życzeniem Izabeli był obecny przy porodzie… ukryty w szafie za jej łóżkiem. Księżna była gotowa postawić wszystko na jedną kartę i ułożyć sobie życie z diukiem, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. On wrócił do Francji, ona znalazła pocieszenie w ramionach Branickiego i innych kochanków.

Grom w raju

Izabela, znana już na salonach i będąca ich prawdziwą ozdobą, chętnie organizowała przyjęcia i angażowała się w amatorskie przedstawienia teatralne. Uważano ją za kobietę z fantazją, która jeśli już coś robi to dba o stosowny dla swojej pozycji rozmach. Z takim właśnie urządziła wydzierżawiony przez Czartoryskich park na Powązkach. Dziś nie ma po nim śladu, a samo miejsce kojarzone jest głównie z cmentarzem, ale w latach 70. XVIII wieku było to miejsce, gdzie uwielbiała spędzać czas cała ówczesna śmietanka towarzyska. Izabela wzorowała się na ogrodzie wersalskim Marii Antoniny. Z pobliskiego Kampinosu przeniesiono nieco lip i dębów, by zadbać o idylliczny krajobraz. Gdzieniegdzie postawiono wiejskie chatki ze strzechami, które oczywiście były urządzone luksusowo. Izabela postarała się o to, żeby każde z jej dzieci taki domek do swojej dyspozycji miało. Powązkowscy goście chętnie brali udział w przyjęciach, piknikach czy maskaradach kostiumowych. Tę sielankę przerwało jednak tragiczne wydarzenie, które na zawsze zmieniło życie Izabeli. W 1780 roku jej ukochana córka Teresa dosłownie spłonęła żywcem. Jej sukienka zajęła się od iskry z kominka. Mimo że dziewczynce próbowano pomóc to ciężko poparzona zmarła w kilka dni później w strasznych męczarniach. Myli się jednak ten kto myśli, że to koniec tragedii. W tym samym czasie, kiedy Teresa umierała w swoim łóżku, Izabela urodziła córeczkę, która również zmarła. Księżna, która dochodziła do siebie po porodzie i opłakiwała niemowlę dowiedziała się od lekarza, że straciła także swoją najstarszą córkę. To był cios, który niemal ją zabił. I choć życie toczyło się dalej, Czartoryska już nigdy nie była tą samą osobą. Przestała odwiedzać Powązki, które zresztą caryca zrównała z ziemią w 1974 roku jako odwet za pro—polską postawę Czartoryskich. Księżna spoważniała, wyciszyła się, zmieniła priorytety. Z kokietki brylującej na salonach stała się walczącą o Polskę kobietą z krwi i kości.

Puławy – największe dzieło Czartoryskiej

Czartoryscy będąc świadkami upadku Polski i nieporadności króla zostali jego przeciwnikami. Żeby podkreślić odwrócenie się od dworu Poniatowskiego wyjechali do swojego majątku w Puławach. Wkrótce stał on się głównym ośrodkiem skupiającym opozycję. Miejsce było tak wspaniałe, że śmiało konkurowało z zamkiem królewskim i jego przepychem. Dom księżnej tętnił życiem. Gospodarzy i ich znakomitych gości obsługiwał kilkudziesięcioosobowy zespół kamerdynerów, lokajów i kredensowych. Serwowano wykwintne dania, co było o tyle łatwe, że kuchmistrza wspierała gwardia cukierników, piwnicznych, pasztetników i kucharzy. Przyjęcia uświetniała dworska kapela. Orientalnego charakteru dodawał oddział kozacko—turecki. Innymi słowy – było na bogato. I to dosłownie, bo Puławy pochłaniały 1,5 miliona złotych rocznie.

Najważniejszym jednak punktem Puław był romantyczny park, który swoim charakterem miał nawiązywać do rozpoczynającej się epoki wzniosłych uczuć. Księżna osobiście zaangażowała się w sadzenie drzew i krzewów, ponieważ – podobnie jak Daisy von Pless – świetnie znała się na ogrodnictwie i było to jej ogromną pasją. Umiała pielęgnować egzotyczne rośliny więc wiele czasu spędzała w swoich oranżeriach. Księżna wydała nawet książkę „Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów”.

W swoich pamiętnikach Izabela napisała Ojczyzno, nie mogłam Ciebie obronić, niechaj Cię przynajmniej uwiecznię. Rzeczywiście, zrobiła wszystko żeby tak się właśnie stało. Dlatego w jednym z parkowych pawilonów – Świątyni Sybilli – kolekcjonowała najróżniejsze pamiątki poświęcone historii Polski. Były wśród nich dwa miecze spod Grunwaldu, chorągwie, elementy strojów czy wyposażenia wojsk, trzewiki królowej Jadwigi, czaszka Kochanowskiego, szabla Batorego, tarcza i płaszcz Sobieskiego, buława Czarnieckiego i wiele innych. Miało to być miejsce upamiętniające lata świetności Polski. I choć część zabytków okazała się falsyfikatami to trzeba przyznać, że swoją rolę pełniło z powodzeniem.

Inny pawilon – Dom Gotycki — był przeznaczony na kolekcję sztuki. Mam tu na myśli najwyższą półkę, bo wisiała tu tak zwana wielka trójka „Dama z gronostajem (łasiczką)” Leonarda Da Vinci, a także Rafael i Rembrandt. Izabela chętnie robiła „kuratorskie” oprowadzanie po pawilonach z kolekcjami, a podczas jej nieobecności robił to po prostu zatrudniony przez nią przewodnik.

Izabela uczyniła z Puław zakątek sztuki, nic więc dziwnego, że lgnęli do tego miejsca także jej twórcy. Mogli oni liczyć na mecenat Czartoryskich, oni zaś w zamian szczycili się stworzeniem ośrodka życia artystycznego i patriotycznego. Bywali tam Niemcewicz, Woronicz, Piramowicz. Kniaźnina, jako stałego gościa, Izabela poprosiła o napisanie sztuki „Matka Spartanka”, którą następnie wystawiono – z księżną w roli głównej rzecz jasna. Sztuka miała pro—polski przekaz i trzeba przyznać, że podobała się publiczności. W Puławach goszczono także Józefa Poniatowskiego i oczywiście Kościuszkę, który swoją pozycję w wojski polskim zawdzięczał poparciu Czartoryskich.

Księżna nie stroniła również od polityki sensu stricte. Podczas Sejmu Czteroletniego chętnie uczestniczyła w jego obradach. Jeśli jakieś wystąpienie szczególnie przypadło jej do gustu skandowała okrzyki na cześć mówcy lub, za pośrednictwem dwóch służących, wręczała mu kwiaty. Nie trzeba chyba dodawać, że jej zachowanie uznawano za co najmniej dziwne.

Za zaangażowanie polityczne przyszło jej zapłacić wysoką cenę. Puławy zostały niemal doszczętnie zniszczone przez wojska rosyjskie, a żeby je odzyskać Czartoryscy musieli wysłać na dwór carycy swoich synów jako zakładników. Przywrócenie świetności ukochanemu miejscu Izabeli pochłonęło majątek, ale to właśnie wtedy rozpoczął się jego muzealny okres. Kolejny raz Puławy zostały zniszczone podczas powstania listopadowego. Wtedy to Izabela musiała uciekać do majątku jej córki. Szczęśliwie udało jej się wywieźć i ukryć znakomitą część pamiątek i dzieł sztuki, a zbiory te dały początek Muzeum Czartoryskich.

Słynne dzieci Izabeli

Warto jeszcze wspomnieć o dzieciach Izabeli. Po tragicznej śmierci Teresy, księżna skoncentrowała się mocno na Marii, znanej dziś przede wszystkim jako pisarkę i autorkę pierwszej polskiej powieści psychologiczno-obyczajowej „Malwina, czyli domyślność serca”. Izabela wydała córkę za mąż za Fryderyka Wirtemberga, który wprawdzie miał opinię hulaki, brutala i łowcy posagów, ale jednocześnie był siostrzeńcem króla Prus – Ferdynanda II. Dla księżnej oznaczało to prestiż więc biedna Maria nie miała nic do powiedzenia. Izabela natomiast gorzko później żałowała swojego snobizmu, bo Wirtemberg zamienił życie jej córki w piekło. Co więcej Fryderyk okazał się zwykłym zdrajcą, który aby nie uczestniczyć w walkach z Rosją, symulował chorobę. Sprawa się wydała kiedy przechwycono jego listy, z których wynikało, że Wirtembergowi zależało na dekoncentracji swoich oddziałów. Uciekł więc do Berlina, gdzie otrzymał list od Czartoryskich z żądaniem rozwodu z Marią. Zgodził się, ale odebrał jej ich jedynego syna, którego wychował w nienawiści do matki, jej rodziny i całej Polski.

Najwybitniejszym jednak potomkiem Izabeli był Adam Jerzy Czartoryski – twórca emigracyjnego hotelu „Lambert” w Paryżu, który za wszelką cenę usiłował przywrócić Polskę na mapę ówczesnej Europy, szukając wsparcia w polityce zagranicznej. Co więcej, Adam podczas swojego przymusowego pobytu na dworze rosyjskim, zaprzyjaźnił się z wnukiem carycy – Aleksandrem. W efekcie został ministrem spraw zagranicznych Rosji, co rozbudziło nadzieje Polakach na poprawę ich sytuacji.

Ostatnie lata życia księżnej

Ostatnie lata życia Izabela poświęciła działalności edukacyjno-reformatorskiej. Doskonale zdawała sobie sprawę, że wobec zniknięcia Polski z mapy to właśnie oświata będzie decydowała o przetrwaniu naszego języka i kultury. Otworzyła pensję dla dziewcząt szlacheckiego pochodzenia i tym samym zadbała o ich wykształcenie, posag, a często nawet męża. Założyła męską szkołę elementarną, a następnie podobną — żeńską. Napisała również książkę, w której pokazywała dobrodziejstwa życia „oświeconej pańszczyzny”, czyli chłopskiego poddaństwa osłodzonego charytatywną działalnością właścicieli. Trzeba też przyznać, że sama stosowała się do opisanych w książce zasad, bo chłopi z majątków Czartoryskich byli zamożniejsi i lepiej traktowani niż w innych miejscach. Krzewiąc wiarę chrześcijańską i ułatwiając przyswojenie jej zasad napisała, niezwykle prostą w przekazie, „Książkę do pacierzy dla dzieci wiejskich podczas Mszy świętej”.

Zmarła w wieku prawie 90 lat, w 1835 roku na terenie Galicji, gdzie uciekła po wybuchu powstania listopadowego. Była kobietą pod każdym względem nieprzeciętną, a dzięki jej wyjątkowemu zaangażowaniu w sprawę Polski, do dziś pozostaje jedną z niezwykle ważnych postaci historycznych.

Zofia Kociołek-Sztec
Zofia Kociołek-Sztec
Gdyby wypalił jej plan A, dziś byłaby księżną Monako. Plan B zakłada posiadanie pałacu na Dolnym Śląsku, w którym będzie mieszkać i przyjmować gości podając kawę w prawdziwej porcelanie. Póki co nosi replikę pierścionka księżnej Kate, a zamki poznaje jako turystka. Aktualnie funkcjonuje jako królowa-matka małej Wandy. Z zawodu jest PR-owcem. Uwielbia dobre jedzenie, książki (choć najchętniej na okrągło czytałaby „Dumę i uprzedzenie”), galopy na swoim rudym koniu po lesie i weekendowe wypady, podczas których razem z mężem odkrywają niesamowite miejsca w Polsce lub oglądają rekonstrukcje bitew. Życie z nią to nieustanna sinusoida – albo krzyczy albo się śmieje. Jej motto to „ostatni łatwy dzień był wczoraj”.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz