Finlandia o smaku lukrecji. Sisu, salmiakki i domek nad jeziorem

19 minut czytania
327
0
Martyna Kośka
Martyna Kośka
30 stycznia 2020

Chcesz zamieszkać w Finlandii? Naucz się języka, bo bez tego wiele drzwi będzie dla Ciebie zamkniętych. Nie zakładaj też, że nowy fiński znajomy będzie zamkniętym w sobie gburem, choć na wylewność z jego strony nie ma co liczyć. A ponad to: jak Finowie zareagowali na powołanie na urząd premiera 35-letniej Sanny Marin? Czy sisu to lokalny przepis na szczęście? Co Finowie uznają za najważniejsze danie swojej kuchni? O to wszystko pytamy Aleksandrę Michta-Juntunen, autorkę książki „Finlandia. Sauna, sisu i salmiakki”.

Zacznijmy od tych smutnych, zamkniętych w sobie, gburowatych Finów…

Na ten temat niewiele mam do powiedzenia, bo nie znam takich Finów. Nie dziwi mnie jednak to pytanie, bo taki jest właśnie jeden z najczęściej powtarzanych stereotypów na temat Finlandii: że każdy Fin jest zimny, gburowaty i cały czas ma depresję. Oczywiście, takie osoby się zdarzają, ale nie należy ich utożsamiać z całym społeczeństwem. Przypisanie takich cech wynika z tego, że Finowie z natury nie są wylewni. Cechuje ich powściągliwość, nie lubią publicznie okazywać uczuć – i nie mam na myśli całowania się na ulicy, ale w ogóle uśmiechania się czy pozdrawiania mijanych znajomych.

Nie są zamknięci w sobie, po prostu nie obnoszą się z emocjami.

Czy jest coś takiego jak fińskie poczucie humoru?

Finowie lubią się śmiać sami z siebie. Wyśmiewają swoje denerwujące cechy, czyli na przykład ciągłe marudzenie. Uwielbiają również żartować ze Szwedów.

A właściwie – dlaczego ze Szwedów?

To wynik różnych zaszłości historycznych. Finlandia przez stulecia stanowiła część Szwecji, ale traktowana była jako ta gorsza część królestwa. Finowie nie mogli używać w oficjalnych sytuacjach, np. w szkolnictwie i administracji, swojego języka, byli też wykorzystywani pod względem ekonomicznym.

To się zmieniło, gdy na początku XIX wieku Finlandia przeszła pod panowanie rosyjskie. Ludzie nareszcie mogli swobodnie posługiwać się swoim językiem, uzyskali też ograniczoną, ale jednak, autonomię. Dowodem na to, że Finowie wciąż dobrze wspominają Rosja jest to, że w Helsinkach do tej pory mamy pomnik cara Aleksandra II, który stoi w samym centrum Placu Senackiego, najważniejszego miejsca w stolicy.

A wracając do Szwedów – to też trochę wyraz zazdrości, jaką Finowie odczuwają wobec sąsiadów z zachodu. Pamiętajmy, że przez lata poziom życia w Szwecji był znacznie wyższy, a Finowie wyjeżdżali tam do pracy. I żeby nie było dysproporcji: Szwedzi opowiadają sobie dowcipy o Finach.

Nowozelandczycy opowiadają żarty o Australijczykach, my śmiejemy się z „nadmiernie poukładanych” Niemców, więc posłuchajmy, co takiego punktują Szwedzi u Finów – i odwrotnie.

Szwedzka zagadka: „Kto to taki Fin-introwertyk? To ten, co w trakcie rozmowy z tobą cały czas patrzy na swoje buty. A kto to taki Fin-ekstrawertyk? To ten, który w czasie rozmowy z tobą patrzy na twoje buty”. A w odpowiedzi Finowie zastanawiają się: „Dlaczego Szwedzi otwierają kartonik mleka już w sklepie? Bo widzą tam napis: „Tu otwierać”.

Twoja książka to „3 x S”. O ile wiemy, czym jest sauna, to wyjaśnijmy, czym są sisu i salmiakki.

Sisu jest nieprzetłumaczalne na język polski. To zespół cech charakteru, który według niektórych jest istotą fińskości. Zawiera się w nim hard ducha, upór, dążenie do celu, niepoddawanie się. Niektórzy przekonują, że dzięki sisu Finlandia zwyciężyła w początkowej fazie wojny zimowej ze związkiem radzieckim (listopad 1939-marzec 1940 r.). Choć tamtej zimy temperatura spadła do -40 stopni, przez ponad 100 dni wojska fińskie stawiały opór znacznie lepiej wyposażonej Armii Czerwonej. Z takiego rodzaju sisu Finowie czerpią ogromną dumę.

Duńczycy mają hygge, a Finowie sisu. Na fali popularności nordycko-skandynawskich sposobów na życie zaczęły się pojawiać  poradniki na ten temat. Czy są przydatne? Sisu to znacznie więcej niż założenie wełnianych skarpet i zapalenie świeczek. Sisu można się nauczyć, ale będzie to wymagało od nas sporo wysiłku.

Na zupełnie innych półkach – w dziale z książkami dla dzieci – znajdziemy wiele książeczek, których bohater ma na imię Sisu. Jest odważny, nigdy się nie poddaje. Fińskie dzieci są uczone tego, jak być „sisukas”, czyli jak próbować i się nie poddawać, gdy pojawiają się trudności. Albo inny przykład: tak nazywa się ogromny lodołamacz, który zacumowany jest w porcie w Helsinkach. A wiadomo, że lodołamacz kojarzy się z dążeniem do celu pomimo trudności.

Niektórzy wskazują, że sisu może prowadzić do wyobcowania: bo jeśli ma się w sobie sisu, to nie należy prosić o pomoc, lecz trzeba sobie radzić samemu. To taka ciemna strona tego do tej cechy osobowości.

Trzecie „s” – to salmiakki.

Salmiakki to cukierki, ale najpierw muszę powiedzieć kilka słów o lukrecji, której cudowne właściwości lecznicze znane były już w starożytności. Lukrecjowe słodycze pojawiły się w drugiej połowie XVIII w. w Anglii i uwielbiane są w krajach nordyckich. W Finlandii bardzo popularna jest lukrecja w swojej nieco ostrzejszej wersji, czyli właśnie salmiakki.

Składnikiem odpowiedzialnym za specyficzny smak salmiakki jest chlorek amonu, który w XVIII stuleciu pojawił się w fińskich aptekach jako składnik niektórych lekarstw. Syrop z chlorkiem amonu tak bardzo zasmakował kupującym, że zaczęto go dodawać do cukierków. Początkowo pastylki te były dostępne tylko w aptekach, ale Finowie tak oszaleli na ich punkcie tego smaku, że producenci postanowili sprzedawać je jako zwykłe cukierki. Przez wiele lat sprzedawane w sklepach cukierki salmiakki miały bardzo wysokie stężenie chlorku amonu, ale wtedy jeszcze nie do końca wiadomo było, jak wpływa on na zdrowie ludzkie. W latach 70. XX wieku zadecydowano jednak o ograniczeniu stężenia i teraz zawartość tej substancji nie przekracza 10 proc. Mimo to osoby mające problem z wysokim ciśnieniem oraz ciężarne nie powinny ich spożywać, o czym zresztą informuje się na opakowaniach.

W czasie pobuty w Finlandii zdecydowanie warto spróbować tradycyjnego chleba żytniego, pierożków karelskich (karjalanpiirakka), malin moroszek (i również dżemu z tych malin) oraz oczywiście tradycyjnej zupy z łososia (lohikeitto). W zależności, kiedy trafimy do Finlandii, przy odrobinie szczęścia można spróbować tradycyjne słodkości jak ciastka Runeberga (od połowy stycznia do połowy lutego) oraz laskiaispulla (od początku lutego do tłustego… wtorku, czyli wtorku przed środą popielcową.

Jakie są inne osobliwości kuchni fińskiej?

Na uwagę zasługuje chleb żytni, który zajął pierwsze miejsce w plebiscycie na najważniejszą fińską potrawę. Był to nie byle jaki plebiscyt, lecz przeprowadzony z okazji setnej rocznicy odzyskania przez kraj niepodległości (1918 r.) Zgadzam się z tym werdyktem, bo bardzo lubię ten rodzaj pieczywa – tradycyjnie podawany z solonym masłem (masło w Finlandii jest zawsze w pewnym stopniu solone, niesolone należy do wyjątków). To prosty chleb składający się z 3 składników. Występuje w rożnych odmianach w zależności od części kraju. Na zachodzie, w związku z wpływami szwedzkimi, jest bardziej miękki i słodkawy, podczas gdy w środkowej i wschodniej Finlandii robi się znacznie twardszy chleb.

Pamiętajmy, że fińska kuchnia charakteryzuje się prostotą, gdyż ukształtowana została przez niezwykle surowy klimat, niezbyt urodzajne gleby oraz zwyczajnie biedę. Klęski głodu nawiedzały Finlandię falami przez wiele stuleci, z których ostatnia miała miejsce w latach 1866-1868. W jej wyniku śmierć poniosło 8 proc. ówczesnej populacji.

Wspomnę też o kawie, której Finowie wypijają ogromne ilości: rocznie na osobe przypada jej około 12 kg. Dla porównania w Polsce – 2,4 kg. W wielu instytucjach pracownikom przysługuje przerwa a kawę, która uregulowana jest w porozumieniach zbiorowych między związkami zawodowymi a pracodawcami. Ogromne spożycie tłumaczy się fińską pogodą, zwłaszcza jesienią jest ciemno i przygnębiająco. Może jest to jakieś wyjaśnienie, ale Finowie nie rezygnują z niej w cieplejszych porach roku.

Od jak dawna mieszkasz w Helsinkach?

Na stałe od 2009 r, ale od 2007 r. przyjeżdżałam tu na kursy językowe na dwa, trzy miesiące.

Jak się obcokrajowcom żyje w Finlandii? Czy łatwo się tu odnajdują?

Finlandia nie jest łatwym krajem do emigracji, bo przyjeżdżający muszą pokonać kilka poważnych barier. Powiedzmy sobie uczciwie, obcokrajowcy na fińskim rynku pracy napotykają na wiele trudności. Przeprowadzono takie eksperymenty, w których znane osoby (ale nie tylko) wysyłali do różnych firm podania o pracę z nieco zmienionymi życiorysami kandydatów, którzy doskonale pasowali na konkretne stanowiska, ale na formularzu zapisywano niefińskie imię i nazwisko. Efekt? Większość tych kandydatów nigdy nie została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Nie chcę generalizować, bo w IT czy finansach obcokrajowcom nie tak trudno znaleźć pracę, ale w innych branżach musza przebić gruby mur. Podstawowym problemem jest to, że w niewystarczającym stopniu znają język fiński – ale jak pokazało badanie, o którym wspomniałam, w wielu przypadkach fińscy pracodawcy nie chcą nawet sprawdzać, czy kandydat mówi po fińsku. Problem istnieje od lat, ale dopiero jakieś 2, 3 lata temu zaczęto głośno o nim mówić. Czy coś to zmieni? Zobaczymy.

To ciekawe, co mówisz, bo pokazuje, jak bardzo rynek fiński różni się od szwedzkiego, gdzie obcokrajowców jest bardzo wielu i nikogo nie dziwi, że wykonują również zawody zaufania publicznego jak policjant czy lekarz.

Nie można porównywać tych dwóch krajów, bo migracja do Finlandii jest młodym zjawiskiem; na większą skalę pojawiła się około lat 80. XX wieku. Do tego czasu Finlandia była krajem, z którego się za pracą wyjeżdżało na przykład właśnie do Szwecji. Nie ma tu tak wielu imigrantów jak w innych krajach nordyckich, więc Finowie nie są do ich obecności przyzwyczajeni. Ale powoli się z tym oswajają.

Język fiński to podstawa. Czy Tobie łatwo było się go nauczyć?

O fińskim często mówi się w kategoriach języków, których nie da się nauczyć. Nie bardzo rozumiem, z czego to wynika, bo nie miałam z nim jakichś specjalnych kłopotów. Może dlatego, że do nauki podeszłam zadaniowo: chce tu mieszkać, więc muszę się nauczyć języka. Zgadza się, że jest zupełnie inny od języków używanych przez Europejczyków, gdyż należy do rodziny języków ugrofińskich – obok estońskiego i węgierskiego. Wierz mi jednak, że Węgier i Fin się nie dogadają, bo ich języki bardzo się od siebie różnią.

W języku fińskim mamy aż 15 przypadków, ale duże ułatwienie stanowi to, że sześć z nich określa miejsce, w którym człowiek się znajduje albo to, że obiekt porusza się z miejsca na miejsce. Imigranci naprawdę powinni się przyłożyć do nauki, bo w miarę robienia postępów coraz szerzej otwierają się przed nimi różne drzwi

Jak się mieszka w Helsinkach? Czy to dobre, wygodne do życia miasto?

Helsinki są pięknie położone. Wiele tu wysp i małych zatoczek, wystarczy wyjść z domu, by dojść do parku . Południowa i wschodnia część miasta ma dostęp do morza. Bardzo dobrze działa komunikacja miejska i wszystko jeździ zgodnie z rozkładem, więc jeśli pociąg spóźnia się o kilka minut, oczekujący nerwowo przestępują z nogi na nogę i okazują zdenerwowanie.

Choć Helsinki to największe miasto Finlandii, nie jest to wielka metropolia, bo zamieszkuje je podobna liczba mieszkańców co Wrocław. Wraz z miastami Vantaa i Espoo tworzy swego rodzaju trójmiasto, w którym mieszka nieco ponad milion mieszkańców.

Infrastruktura rowerowa jest w Helsinkach bardzo dobrze rozwinięta. Wprawdzie Finowie nie poruszają się rowerami tak często jak na przykład Duńczycy, to jednak jeżdżą dużo również zimą. Bo pogoda nie jest żadną wymówką. Można kupić opony z kolcami, więc jeżdżenie po śniegu to żadna trudność. Inna sprawa, że tej zimy w ogóle nie mamy śniegu.

Z książki wynika, ze długa zima to w ogóle żadna wymówka, by nic nie robić, bo właśnie wtedy Finowie są najbardziej aktywni.

To prawda. We wszystkich krajach nordyckich mówi się, że nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Przecież gdybyśmy czekali na lepsza pogodę, niekiedy po kilka tygodni nie wychodzilibyśmy z domu. Aktywność fizyczna, nawet jeżeli jest to zwykły spacer, stanowi bardzo ważny element „walki” z jesienno-zimowymi ciemnościami i Finowie bardzo dobrze o tym wiedzą, dlatego nie zamykają się w domach czekając na wiosnę. W całej Finlandii działają tzw. uniwersytety ludowe, które oferują różnego rodzaju kursy, od kursów językowych, przez kursy ceramiki, robótek ręcznych, kulinarne po wykłady dotyczące historii czy literatury. Zajęcia te cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem, ponieważ ich cena jest również bardzo przystępna. W ramach tego typu zajęć uczyłam się języka szwedzkiego, greckiego, pieczenia żytniego chleba i robienia sushi.

Przed kilkoma tygodniami świat zachwycił się nowa panią premier, 35-letnią Sanną Marin oraz jej gabinetem, do którego weszło kilka młodych kobiet. A jakie emocje wzbudziło to w Finach?

Finowie spodziewali się tego wyboru i przeszło to bez większego echa. Po prostu – jest nowa pani premier, więc poczekajmy i zobaczmy, jak ten rząd będzie działał. Pamiętajmy, że to nie pierwszy raz, kiedy kobieta została powołana na wysokie stanowisko: Tarja Halonen była głową państwa przez dwie kadencje w latach 2000-2012. Tak więc dla Finów powołanie Sanny Marin nie było niczym szokującym. Dopiero gdy światowe media zaczęły pisać o „nietypowym wyborze”, pomyśleli, że może faktycznie jest w tym coś nieoczywistego.

Czy to oznacza, że w Finlandii kobiety nie mają szklanego sufitu, a równouprawnienie ta idealnie działa?

W Finlandii nie ma myślenia, że kobiety nie powinny zajmować wysokich stanowisk. Mają otwartą ścieżkę kariery. Jest to szczególnie dobrze widoczne w polityce, ale dla porównania – jeśli spojrzymy na zarządy dużych firm, to kobiet jest tam już zdecydowanie mniej. W Finlandii jest też spora różnica w zarobkach mężczyzn i kobiet.

Wróćmy do Twoich początków w Finlandii. Jakie były pierwsze zasady, które sobie przyswoiłaś po przeprowadzce?

Ze zawsze trzeba pomachać na przystanku autobusowym, bo w praktyce wszystko działają jak nasze przystanki „na żądanie”. I choćbym stała na jakimś odludziu, była bardzo dobrze widoczna, a to by był jedyny autobus na trasie – to jeśli nie pomacham, on się nigdy nie zatrzyma. Ale tak naprawdę miedzy Finlandią a Polską nie ma wielu dużych różnic, nie przeżyłam tu szoku kulturowego. Łatwo z pewnością zauważyć, że w Finlandii jest o wiele spokojniej i ciszej w przestrzeni publicznej. W autobusie ludzie bardzo cicho, albo nawet wcale, rozmawiają z towarzyszem podróży. Jeśli ktoś rozmawia głośno przez telefon (choć między fińskim a polskim rozumieniem tego, co to znaczy „głośno”, jest ogromna różnica), to szybko napotka karcące spojrzenia współpasażerów. Ale nikt mu uwagi nie zwróci, bo Finowie nie werbalizują pretensji. Za to dużo narzekają.

Na co narzekają Finowie?

Na wszystko! Sami o sobie mówią, że są najbardziej marudnym narodem świata. Niech sąsiad wieczorem hałasował, to na pewno ktoś o tym napisze na grupie Fb. Spóźnienie autobusu może się stać tematem bardzo długich debat.

Bardzo zainteresował mnie fragment, w którym piszesz, że Finlandia to kraj kontrastów: „fińskie społeczeństwo składa się z warstw, a różnice ekonomiczne łatwo dostrzec”. To ciekawe, bo myślałam o Finlandii jako o kraju, który realizuje wszystkie „równościowe” postulaty.

Dobrym przykładem są Helsinki, gdzie próbowano uniknąć podziału na dzielnice lepsze i gorsze, tańsze i droższe. Niestety, ten podział jest coraz bardziej widoczny, ceny nieruchomości na południu są znacznie wyższe niż np. we wschodniej części miasta. Wschód Helsinek jest często przedstawiany jako miejsce o złej sławie, choć nie ma w tym wiele prawdy. Faktem jest natomiast, że w dzielnicach wschodnich mieszka o wiele więcej imigrantów. Mimo to instytucje odpowiedzialne za plany zabudowy dbają, by w każdej dzielnicy sąsiadowały ze sobą domy jednorodzinne i bloki z mieszkaniami komunalnymi. Udało się osiągnąć cel, mieszkańcy są wymieszani, co nie zmienia jednak faktu, że podziały na bogatych i biedniejszych stają się coraz bardziej widoczne.

Na krótkie wspomnienie zasługuje fakt, że system szkolnictwa duży nacisk kładzie na zapewnianie równego dostępu do edukacji dla wszystkich dzieci. Myślę, że to właśnie w największym stopniu sprawia, że nasz system szkolnictwa jest uznawany za jeden z najlepszych na świecie. W praktyce: edukacja, posiłki w szkole, przybory plastyczne – to wszystko jest bezpłatne. Dzieci mieszkające w pewnej odległości od szkoły są dowożone na zajęcia i za to również rodzice nie płacą.

Zgaduję, że bieda nie dotyczy Finów, a raczej migrantów?

Bieda dotyczy około 12 proc. Finów. Na Facebooku działają grupy, gdzie jedni piszą, czego potrzebują, a inni mogą im pomóc. Kilka razy w tygodniu w różnych miejscach Helsinek wydawane są posiłki dla ubogich. To zaskakujący widok dla turystów, którzy nie spodziewają się, że w tym bogatym kraju zobaczą ludzi stojących w kolejkach po żywność. A jednak. Bezrobocie jest obecnie nieco wyższe niż w Polsce, wynosi około 7 proc. Przed kryzysem z 2008 r. Finlandia była jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek Europy, ale nie najlepiej radziła sobie z kryzysem. Naprawdę długo wychodziła z kryzysu.

Zarobki w Finlandii nie są tak dobre jak np. w Norwegii, poza tym siła nabywcza w Finlandii jest gorsza niż w pozostałych krajach nordyckich. Ceny usług są wysokie, natomiast podstawowe produkty kupimy w dość przystępnych cenach. Działa tu jednak nietypowa zasada: produkty krajowe są o wiele niż importowane.

To wszystko nie przeszkadza Finlandii znaleźć się w pierwszej dziesiątce każdego rankingu szczęśliwości, więc chyba nie jest źle? Podobno jest przysłowie, że „szczęście to własny czerwony domek letniskowy i pole ziemniaków”.

Pole ziemniaków nie tak łatwo znaleźć, a co się tyczy domku: to trochę takie stereotypowe myślenie, że każdy Fin ma domek letniskowy, najlepiej nad brzegiem morza lub jeziora i tam spędza czas łowiąc ryby, zbierając jagody. Jest wyluzowany i szczęśliwy. To utopijny obrazek krainy fińskiej szczęśliwości. Dobrze na temat szczęścia mówi fiński badacz i filozof z Uniwersytetu w Helsinkach Frank Martela, który wielokrotnie podkreślał, ze jeżeli jako szczęście rozumiemy zadowolenie z życia i takie podejście, że skoro mam gdzie spać i co jeść, to jest dobrze i jestem szczęśliwy, to Finowie będą w takich rankingach wysoko. Może to też wynikać z tego, że Finowie nie wymagają wiele, wystarczy im proste życie – ten domek w lesie i spokój.

W najpopularniejszych rankingach badających szczęście, gdzie uwzględnia się dostęp do edukacji czy opieki zdrowotnej Finlandia będzie wysoko, ale jeśli zapytamy o prawdziwe poczucie szczęścia i radość życia, to pierwsze miejsce zajmą kraje Ameryki Południowej, a Finlandia znajdzie się na szarym końcu, przekonuje profesor Martela.

Finowie tego rodzaju rankingi biorą z przymrużeniem oka, ale jednocześnie pierwszym, co robią, gdy się one pojawią, jest sprawdzenie, jak w zestawieniu wypadły inne kraje nordyckie.

My w Polsce lubimy czytać rankingi szczęścia, choć w żadnym nie wypadamy wysoko.

Mam wrażenie, że Polacy w ogóle interesują się Finlandią za każdym razem, gdy można o Finach powiedzieć, że są trochę dziwni i odrealnieni. Przykładowo, zagraniczne media pisały niedawno, że jacy to Finowie muszą być szczęśliwi, bo rząd rozważa wprowadzenie czterodniowego, 6-godzinnego tygodnia pracy. Z brzmienia artykułów można było wywieść, że to już gotowa ustawa, jeden podpis i praca będzie krótsza. To zupełna nieprawda! Obecna pani premier Finlandii kilka miesięcy temu podczas spotkania swojej partii głośno się zastanawiała nad możliwością wprowadzenia 6-godzinnego dnia pracy ABLO 4-dniowego tygodnia pracy. Luźny pomysł, który zaczął żyć własnym życiem. Jeden z wielu fake newsów, z których się tu śmiejemy.

Kilka lat temu media ekscytowały się, że w Finlandii wszyscy obywatele otrzymują dochód podstawowy, czyli ustawowo określoną ilość pieniędzy taką samą dla wszystkich, niezależnie od osobistej sytuacji. W rzeczywistości był to program pilotażowy przeznaczony dla niewielkiej grupy osób. Gdy upłynął czas, na jaki go zaplanowano, te same media przekonywały, że to dlatego, że okazał się porażką. Niedawno pojawił się raport, odpowiednie instytucje go przeanalizują i zadecydują, czy warto wprowadzić go na większą skalę. Ale nic, w świat i tak poszła informacja, że to porażka.

Albo informacja o tym, że fińskie dzieci nie będą się uczyły pisać ręcznie, bo wszystko można robić na laptopie. Dementuję: piszą nadal w zeszytach, po prostu z planu zajęć usunięto lekcje „pięknego pisania”. To wpisuje się w trend pisania, jaka to Finlandia jest dziwna.

Nie umiem się z tym zgodzić. Nie mówimy o Finach, że są dziwakami, raczej im zazdrościmy dobrze zorganizowanego państwa, wysokiej jakości usług publicznych, dobrych zarobków, widoków….

Tak, Finlandia na zdjęciach niemal zawsze równa się „Laponia”, piękne zdjęcia ośnieżonych lasów, renifery i psie zaprzęgi… A tak naprawdę zaprzęgi husky są dla przeciętnego Fina taką samą atrakcją jak dla turysty z Polski czy Chin (Chińczycy od kilku lat na wcześniej niespotykaną skalę szturmują zimową Laponię).

Co, z perspektywy tych już ponad dziesięciu lat, najbardziej Cię w Finlandii urzeka? I bez czego nie mogłabyś żyć?

Najbardziej w Finlandii lubię spokój, brak niepotrzebnego pośpiechu i opanowanie. Biurokracja państwowa działa sprawnie, chociaż proces podejmowania decyzji mógłby być czasami krótszy. Podoba mi się również, to że przeciętni obywatele mają zaufanie do urzędów państwowych, do policji. Z drugiej strony przedstawiciele tych urzędów poprzez swoje działania nie naruszają tego zaufania. Lubię fiński pragmatyzm ułatwiający codzienne życie. Już teraz nie wyobrażam sobie życia bez sauny. Jestem absolutną wielbicielką saunowania.

Aleksandra Michta-Juntunen – absolwentka politologii oraz zarządzania z językami obcymi. Zawodowo zajmuje się rozwojem edukacji zawodowej w Finlandii oraz tłumaczeniami.  Od ponad dekady mieszka w Helsinkach, jednak zanim zapuściła korzenie w Finlandii mieszkała na Litwie, w Norwegii i Hongkongu. Kolekcjonerka fińskich tłumaczeń literatury polskiej oraz pasjonatka dobrej kuchni. Od czterech lat prowadzi bloga Fińskie smaki,  na którym publikuje autentyczne przepisy kuchni fińskiej, opisuje tradycje kulinarne oraz ciekawostki związane z Finlandią i jej mieszkańcami. Kuchnię fińską ceni za prostotę, a za najlepszy fiński smak uznaje tradycyjny żytni chleb. Wielbicielka fińskiej sauny oraz długich spacerów.

W 2019 r. nakładem Wydawnictwa Poznańskiego ukazała się jej książka „Finlandia. Sauna, sisu i salmiakki”.

Martyna Kośka
Martyna Kośka
U progu dorosłości marzyła o uporządkowanym życiu i oglądaniu miasta z wysokiego piętra przeszklonego wieżowca, więc ukończyła prawo. Nie zdążyła jednak zastukać obcasami na korytarzu sądowym, bo przekonała się, że znacznie ciekawszy świat czeka na mnie gdzie indziej.
Jest dziennikarzem gospodarczym, jej analizy można przeczytać w kilku popularnych serwisach finansowych - ale po godzinach pracy praktycznie nie używa słów typu "inflacja", "nowelizacja" i "jurysdykcja krajowa", lecz pisze dużo bardziej reportażowo, życiowo.
Czyta reportaże, ogląda polskie dramaty obyczajowe, wybiera schody zamiast windy.
AUTOR

Polecamy

[FM_form id="1"]