Mopsy i pekińczyki są słodkie, ale ich życie to pasmo cierpień. Czy kupowanie ich jest etyczne?

9 minut czytania
23417
15
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
26 marca 2018

Na początku marca brytyjska sieć klinik weterynaryjnych Valley Vets ogłosiła, że nie będzie już pomagała w rozmnażaniu psów ras brachycefalicznych. Dlaczego? O co chodzi? Co mają do paskud z krótkimi kufami i spłaszczonymi pyszczkami? Weterynarze uzasadniają swoją decyzję problemami zdrowotnymi, które dotykają psy tych ras: pekińczyki, buldogi francuskie i angielskie, mopsiki, boksery, shih tzu.

“Taki brzydki, że aż piękny!” albo “ale on słodko chrumka”. Nie znam osoby, która nie słyszała takich komentarzy na temat buldożków francuskich, mopsów czy pekińczyków. Ba, sama nawet jestem w gronie osób, które zachwycały się dźwiękami wydawanymi przez buldogi (czas przeszły użyty celowo). Zachwyt mi minął, gdy dowiedziałam się, że urocze gulgotanie i chrumkanie, które tak mnie bawiły, są wynikiem trudności z oddychaniem. Bywa, że rasowe psiska mają wiele problemów ze zdrowiem i nie ma w tym nic śmiesznego ani słodkiego.

Weterynarze mówią: dość

Na początku marca brytyjska sieć klinik weterynaryjnych Valley Vets ogłosiła, że nie będzie już pomagała w rozmnażaniu psów ras brachycefalicznych. Dlaczego? O co chodzi? Co mają do paskud z krótkimi kufami i spłaszczonymi pyszczkami? Weterynarze uzasadniają swoją decyzję problemami zdrowotnymi, które dotykają psy ras brachycefalicznych, czyli pekińczyki, buldogi francuskie i angielskie, mopsiki, boksery, ale też shih tzu. Na liście chorób i dolegliwości, które mogą dotknąć czworonogi znajdziemy poważne problemy z układem oddechowym, alergie, wady zgryzu, zbyt płytkie oczodoły i niedrożne kanały łzowe (tak, wypadające mopsom oczy to wcale nie jest mit) problemy skórne, niewydolność serca oraz wady kręgosłupa. U buldogów francuskich występowanie tzw. półkręgów, czyli nieprawidłowo rozwiniętych kręgów jest tak powszechne, że w pewnym stopniu uznaje się je za coś normalnego.

Bywa, że rasowe psiska mają wiele problemów ze zdrowiem i nie ma w tym nic śmiesznego ani słodkiego

Tymczasem im więcej wadliwych kręgów, tym większa krzywizna i prawdopodobieństwo, że pies odczuwa ból. Wystarczy? Buldożki francuskie często przegrzewają się, ponieważ skrócony pysk utrudnia im oddychanie. Dodatkowo wąskie gardła i gruby jęzor utrudniają dyszenie, które jest przecież naturalnym mechanizmem chłodzącym. Pomóc można fundując psiakowi operację, ale na przykład już zapadającej się tchawicy nie ma jak naprawić. Nadal uważacie, że mordki mopsów albo pekińczyków są  słodkie? “Ale fajnie się dusi” – powiedział nikt nigdy.

Ostatnio szalenie popularne rasy brachycefaliczne są chyba najbardziej dobitnym przykładem tego, jak bardzo przedkładamy swój gust estetyczny nad dobro zwierząt. Weterynarze w klinikach Valley Vets, wiedząc to wszystko i wiele więcej postanowili, że nie będą już podejmować się leczenia bezpłodności u psów z płaskimi pyskami. Dodatkowo będą odradzali zakup szczeniąt tych ras, a w reklamach ich usług nigdy nie wystąpią pekińczyki czy mopsy. Żeby nie było krzyków, że bezduszni weterynarze nie chcą robić, co do nich należy, uspokajam – jeśli ktoś przyjdzie do nich po pomoc z chorym zwierzakiem, to niezależnie od kształtu pyska i rasy pomogą, wyleczą, zaopiekują się i pewnie nawet pogłaszczą.

Urok wypadających oczu i opuszczonego zadka

Jedno z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii wykazało, że 41,2 proc. bernardynów i 92,3 proc. boston terierów przychodzi na świat poprzez cesarskie cięcie. Problemy podczas porodu u terierów wynikają ze spłaszczenia kanału miednicy u suczek i bardzo dużych rozmiarów płodów, a szczególnie ich głów. Brzmi w porządku? No właśnie niekoniecznie. Według danych Orthopedic Foundation for Animals praktycznie co drugi bernardyn choruje na dysplazję stawów biodrowych, czyli wielogenową wadę dziedziczną, która objawia się między innymi BÓLEM. Zaćmę losuje średnio co dziesiąty bernardyn. Boston teriery stanowią 15 proc. kanapowców z niedorozwojem tchawicy, który jest jednym z zaburzeń w ramach zespołu oddechowego psów brachycefalicznych.  Ale spokojnie, te psy nadal są uważane za ładne i mają język w odpowiednim kolorze, bo w końcu rasowe i o budowie ciała zgodnej z wzorcem, tak że wszystko ok (nie, wcale nie).

Konkretne rasy psów są narażone na określone choroby genetyczne i to jest fakt. Rodowód czy metryka nigdy nie gwarantują w 100 proc. zdrowego psa. Oczywiście, że szczenięta z porządnych hodowli będą zdrowsze i bardziej zadbane niż te z pseudohodowli. Ale ja nie o tym! Mnie smuci fakt, że hodujemy psy w myśl zasady “sorry owczarku niemiecki, że masz dysplazję i kiepsko ci się chodzi, ale taki nam się bardziej podobasz, tak że rozumiesz”. Dotyczy to również hodowli, które są legalne i działają wedle wzorców FCI. Nieszczęsna dysplazja występuje przede wszystkim u psów dużych, o masywnej budowie.

Konkretne rasy psów są narażone na określone choroby genetyczne

W związku z tym obowiązkowemu badaniu w jej kierunku, przed zakwalifikowaniem do rozrodu, podlegają takie rasy jak: bernardyn,  berneński pies pasterski, bouvier des Flandres, bokser, doberman, hovawart, mastino napoletano, nowofunland, czy owczarek niemiecki (ogólnie bardzo wiele owczarków, począwszy od francuskich po podhalańskie). Dziwnym nie jest, bo wspaniały wzorzec owczarka niemieckiego (tak, ironizuję z tą wspaniałością) sprzyja problemom z kończynami. W książce Magdaleny Nowickiej „Owczarek niemiecki” autorka prezentuje ewolucję sylwetki tej rasy w Polsce w latach 1960-1990 i wzbogaca ją o komentarz: „Na uwagę zasługują zmiany w proporcjach budowy ciała, coraz głębsze kątowanie kończyn, połączone ze stopniowym wydłużaniem się kości uda i podudzia oraz radykalna zmiana linii grzbietu”. We wzorcu z 1994 roku znalazł się zapis: „Nadmierne ukątowanie tylnych kończyn ogranicza ich siłę i wytrzymałość oraz zmniejsza przydatność użytkową psa”. Gdzieś koło 2010 roku FCI zmieniło jednak zdanie i nadziś ukątowanie jest super. Podoba się ludziom, to jakie ma być?

Jak kocham, to niech cierpi

Teoretycznie kupując rasowego czworonoga z hodowli, która należy do Związku Kynologicznego w Polsce ma się pewność, że czystość rasy jest zachowana, a do tego wiadomo kim byli rodzice, dziadkowie, pradziadkowie itd. Słowem – zyskuje się historię kilku pokoleń. Tylko czy to oznacza, że takiemu psu lepiej się oddycha pomimo płaskiego pyska albo mniej mu przeszkadza niedoczynność tarczycy? Nie wydaje mi się.

Może niektóre rasy nie powinny istnieć, skoro z założenia narażamy je na choroby, defekty i wady genetyczne, a nawet gorzej – deklarujemy miłość, a jednocześnie akceptujemy, że cierpią, bo taki a nie inny wygląd jest naszym zdaniem atrakcyjny? Czy hodowanie rasy, której szczeniaki w ogromnej większości przypadków nie są w stanie się urodzić bez ingerencji człowieka jest moralnie i etycznie ok?

W tym momencie na pewno padnie z publiczności pełen jadu komentarz od fana tej czy innej rasy brzmiący mniej więcej: “to może zakażmy też rodzenia upośledzonych dzieci? Ja kocham mojego pieska takim, jaki jest”. Gdy ostatnio sprawdzałam, co tam słychać w rzeczywistości, to nikt nie planował z premedytacją rodzenia dzieci z wadami, bo takie bobasy z przerośniętą głową są urocze, a te z lekko podkurczonymi nóżkami czarująco raczkują.  Skąd w ogóle porównanie psa do dziecka? W jednej ze swoich książek amerykańska przyrodniczka Sy Montgomery opisuje pewien pogląd panujący wśród części lekarzy, którzy uczucia między człowiekiem, a zwierzęciem sprowadzają do niespełnionego rodzicielstwa: “Psychologowie ci zidentyfikowali pewną liczbę cech fizycznych, takich jak płaska twarz i wyłupiaste oczy u mopsów, nazwali je ‚wyzwalaczami’ i stwierdzili, że uruchamiają one falę niewłaściwie skierowanych uczuć rodzicielskich”. Nie wiem, czy jest w tym chociaż krztyna prawdy, ale pogląd taki wydaje mi się dość mocno uproszczonym spojrzeniem na emocje, chociaż czasem rzeczywiście można odnieść wrażenie, że ludzie traktują swoje zwierzęta, nie tylko te szczekające, trochę jak dzieci.

Chyba czas już na ćwiczenie na empatię. Wyobraźcie sobie, że macie bardzo krótkie ręce, bo takie są ładniejsze zdaniem innych ludzi. W związku z tym herbaty to możecie się napić z kubka tylko przez słomkę, zapomnijcie że się podrapiecie po nosie i niestety, ale sami sobie nie jesteście w stanie podetrzeć ani umyć tyłka, bo nie sięgacie i ktoś to musi zrobić za was. Sielanka, co? No to tak jest z między innymi z buldogami. Niezależnie od tego, czy są rasowe czy “tylko” w typie rasy, nie mogą same zadbać o swoją higienę intymną. Nic to, ważne, że ryjki i kuper mają zabawne, prawda?

Stając się opiekunem takiego stworzenia godzimy się w pewnym sensie na to, że nasz “przyjaciel” będzie cierpiał

“Co za bzdury, mój buldożek to okaz zdrowia”

Świetnie. Ale czy to, że nie masz np. cukrzycy to dowód na to, że ona nie istnieje? No właśnie. Nie jestem żadnym autorytetem w dziedzinie weterynarii i nie mam nawet psa (chociaż przyznaję, że od trzech lat namawiam męża na szczekającego domownika) tak że rozumiem, że moje zdanie może nie wydawać się znaczące w tej dyskusji. Dlatego właśnie odsyłam do wyników badań.

W badaniu z 2013 roku “Prevalence of inherited disorders among mixed-breed and purebred dogs: 27,254 cases (1995-2010)” wzięło udział 90 tysięcy psiaków. 62 750 czworonogów stanowiło grupę kontrolną (w grupie kontrolnej nie wprowadza się czynnika badawczego, by móc porównać wyniki z grupą, w której został on wykorzystany) natomiast 27 254 zostało poddanych badaniu. Liczby są dość pokaźne, także i wyniki możemy uznać za miarodajne. Sprawdzono występowanie 24 chorób lub zaburzeń genetycznych u mieszańców oraz u psów rasowych i wyszło na to, że te drugie wypadają słabiej. Około 40 proc. chorób występuje częściej u psów rasowych, zaledwie jedna dotyka częściej kundelki, a pozostałe występują na podobnym poziomie u czworonogów z obu grup.

Toksyczna miłość

A co z tymi, którzy decydują się na zakup szczeniaka danej rasy pomimo wiedzy i pełnej świadomości, że pies będzie prawdopodobnie chorował? Jak bardzo jest to egoistyczne? Bo na szlachetną filantropię i bezinteresowną wspaniałomyślność mi to nie wygląda. Oczywiście adopcja chorego (zdrowego również) futrzaka to zupełnie inna para kaloszy!

Gdy czytam w sieci takie komentarze o bulwach (tak określane są buldogi francuskie): “Mój nie ma alergii i nie kosztował 3 tys. Jest kochany i wesoły. Nie wrzucaj wszystkiego do jednego worka. Każdy pies chce być kochany”, to mam ochotę zapytać czy każdy zwierzak chce też cierpieć, czy tylko te ze śmiesznym pyszczkiem? Kupując takiego pieska, bo “uwielbiamy” daną rasę (czy naprawdę uwielbiamy?) przyczyniamy się do rozrastania się machiny produkującej kolejne chore zwierzęta. I dlaczego? Bo „ja takiego bardzo chcę, więc trudno, już wydam tego tysiaka na weterynarza od czasu do czasu”?

Zgoda na to, by zwierzę cierpiało?

Stając się opiekunem takiego stworzenia godzimy się w pewnym sensie na to, że nasz “przyjaciel” będzie cierpiał. Głównie on, nawet jak ci smutno, że go boli i dzielnie jeździsz do weterynarza nie szczędząc worków pieniędzy na leczenie. Niestety ciężko mi wierzyć, że cokolwiek zmieni się na lepsze, gdy czytam też wypowiedzi tego typu: “Mam nadzieję, że za kilka lat będę miała taką pracę i zarobki, że będę mogła pozwolić sobie na kupienie przynajmniej jednego buldoga i opiekowanie się nim 24/7”. Ktoś, gdzieś marzy sobie, że będzie miał chorowitego psa i będzie mógł się nim opiekować, bo jest taki śliczny, uroczy, kochany i wyjątkowy. A że zwierzę się męczy? Szczegół. Wiara w ludzkość anulowana za 4…3…2…

Wiem, że upraszczam sprawę, a wielu psiarzy nie myśli o tym wszystkim, gdy kupuje szczeniaka, pomimo, że ich intencje są dobre. Sama marzę o corgim (wydaje się sympatyczną i mądrą kluseczką) i przyznaję się bez bicia, że jeszcze jakiś czas temu nie miałam pojęcia o wielu aspektach hodowli. Czuję, że nadal wiem zdecydowanie za mało. Tylko czy niewiedza i brak świadomości nas usprawiedliwiają? Kobiety przez kilka wieków niszczyły sobie zdrowie w gorsetach, czasem przypłacając modę i podążanie za ideałem swoim życiem, więc nie wiem czemu mnie dziwi, że cierpienie zwierząt ze względów estetycznych jest dla nas (ludzi) w porządku.

Pies najlepszym przyjacielem człowieka? Możliwe, ale vice versa to już niekoniecznie.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody

Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
Zawodowo siedzi w marketingu od 2010 roku. W wolnych chwilach konfabuluje, czyta i zwiedza zamki. Wielbicielka tatara, wciąż szuka tego idealnego. Słoń nadepnął jej na ucho, nie ufa gołębiom, lubi pociągi i jeść śniadania na mieście. Przed każdą podróżą samolotem spisuje testament. Żałuje, że nigdy nie pozna Tove Jansson i nie pójdzie na koncert The Beatles.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Groby z wiatraczkami. Cmentarze dla zwierząt w Polsce to wciąż rzadkość

W Polsce ciała zmarłych zwierząt domowych traktowane są jak odpady. To prawdziwy koszmar dla osób, które traktują swe zwierzęta jak równoprawnych członków rodziny. Niektórzy wolą odwiedzać na cmentarzu swoje ukochane zwierzęta niż krewnych.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
28 lutego 2018
CZYTAJ WIĘCEJ