Deglobalizacja nie wygląda dziś jak proste cofnięcie globalizacji
W debacie publicznej słowo deglobalizacja brzmi często tak, jakby świat miał po prostu cofać się z modelu otwartego handlu do modelu bardziej zamkniętego, lokalnego i podzielonego na bloki. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Najnowsze analizy WTO pokazują, że nie da się dziś uczciwie powiedzieć, iż mamy do czynienia z prostym i powszechnym odwrotem od międzynarodowych powiązań. W raporcie z 2025 roku WTO stwierdza, że nie da się wywnioskować ogólnego trendu regionalizacji, choć jednocześnie widać oznaki fragmentacji wzdłuż linii geopolitycznych oraz przekierowywania handlu przez kraje pośrednie.
To bardzo ważne rozróżnienie. Dzisiejszy świat nie tyle „odglobalizowuje się” w prosty sposób, ile raczej przebudowuje globalizację. Łańcuchy dostaw nadal są międzynarodowe, ale coraz częściej są projektowane inaczej: z większą ostrożnością, większą dywersyfikacją i większym uwzględnieniem ryzyka politycznego, logistycznego i technologicznego. Zamiast klasycznego modelu „najtaniej skądkolwiek”, firmy i rządy coraz częściej wybierają model „wystarczająco tanio, ale bez nadmiernej zależności”.
To nie koniec globalnych łańcuchów, tylko koniec naiwności wobec nich
Europa i firmy przestały traktować efektywność kosztową jako jedyne kryterium
Przez lata dominowało myślenie, że najlepszy łańcuch dostaw to taki, który jest możliwie najtańszy, nawet jeśli jest bardzo długi, rozciągnięty między kontynentami i silnie zależny od pojedynczych dostawców. Dziś to podejście wyraźnie słabnie. OECD przypomina, że międzynarodowe łańcuchy dostaw były źródłem wzrostu produktywności i specjalizacji, ale jednocześnie stworzyły nowy typ współzależności i podatności na szoki zewnętrzne. Co ważne, OECD zaznacza też, że decyzje o lokalizacji kolejnych ogniw łańcucha są bardzo wrażliwe nie tylko na koszty handlowe, ale też na regulacje, podatki, infrastrukturę oraz dostępność i koszt energii.
To właśnie dlatego w Europie rośnie znaczenie pojęć takich jak resilience, friend-shoring, near-shoring czy economic security. Nie chodzi już wyłącznie o to, żeby dostarczyć komponent na czas. Chodzi także o to, by wiedzieć, czy w razie kryzysu politycznego, blokady szlaku, konfliktu handlowego albo szoku energetycznego dana firma w ogóle będzie miała z czego produkować.
Największym ciosem dla starego modelu były pandemia, wojna i geopolityka
Ostatnie lata mocno przyspieszyły tę zmianę. Pandemia pokazała, że globalna logistyka może zostać zakłócona szybciej, niż wielu menedżerów zakładało. Kryzys energetyczny po rosyjskiej agresji na Ukrainę uświadomił Europie, jak ryzykowna może być nadmierna zależność od jednego źródła surowców. Do tego doszły napięcia wokół Chin, półprzewodników i kluczowych komponentów przemysłowych. WTO w raporcie z 2025 roku zauważa, że po rosyjskiej inwazji UE zaczęła odsprzęgać się od Rosji, jednocześnie zwiększając część wewnątrzregionalnego handlu związanego z globalnymi łańcuchami wartości.
To oznacza, że Europa nie wycofuje się z handlu jako takiego. Ona raczej przesuwa punkt ciężkości z logiki maksymalnej wydajności na logikę bezpieczniejszej zależności.
Czy deglobalizacja naprawdę postępuje? Tak, ale nie w tak prostym sensie, jak wielu osobom się wydaje
W handlu widać bardziej rearanżację niż pełny odwrót
Najuczciwsza odpowiedź brzmi: częściowo tak, ale nie jako jednolity światowy trend cofania się od handlu. WTO podkreśla, że choć w części gospodarek rosną koncentracja eksportu i mniejsza zależność od zagranicznych półproduktów, to nadal nie widać prostego dowodu na powszechną regionalizację całego handlu światowego. Zamiast tego widać bardziej selektywne zjawiska: przesuwanie niektórych dostaw bliżej, zmiany tras handlowych, większą ostrożność wobec wybranych krajów i fragmentację geopolityczną w newralgicznych sektorach.
OECD z kolei pokazuje, że globalna koncentracja eksportu i importu wzrastała od połowy lat 90., ale średnie poziomy koncentracji nadal pozostają relatywnie niskie. Jednocześnie OECD zauważa, że jednym z najważniejszych zjawisk ostatnich dekad był wzrost roli Chin jako partnera w silnie skoncentrowanych powiązaniach handlowych: udział Chin w koncentracji importowej krajów wzrósł z 5% do 30% w ciągu 25 lat, podczas gdy łączny udział USA, Niemiec i Japonii spadł z 30% do 15%.
To właśnie ten rodzaj koncentracji popycha Europę i firmy do zmiany strategii. Problemem nie jest sam fakt globalnego handlu, lecz to, że część kluczowych ogniw jest zbyt silnie skupiona w jednym miejscu.
Nie wszystko da się po prostu „przenieść z powrotem do domu”
Ważny jest też drugi wniosek: reshoring nie jest magicznym rozwiązaniem. OECD bardzo wyraźnie ostrzega, że strategie takie jak reshoring, dual sourcing czy geograficzne „odryzykowanie” łańcucha mogą zwiększać jego złożoność i nie zawsze poprawiają odporność. OECD pisze wręcz, że „nie ma bezpiecznego miejsca do produkcji”, bo globalne katastrofy, takie jak pandemia czy zmiana klimatu, dotykają wszystkich gospodarek, a pełne przeniesienie całego łańcucha jest zwykle niemożliwe. Co więcej, zbyt duża koncentracja wszystkich etapów w jednym miejscu może wręcz zwiększać ryzyko.
To bardzo ważne, bo w praktyce oznacza, że Europa nie buduje dziś świata po globalizacji. Buduje raczej świat bardziej zróżnicowanych, krótszych i ostrożniej projektowanych łańcuchów, ale nadal międzynarodowych.
Jak zmieniają się łańcuchy dostaw w Europie
Firmy coraz częściej myślą o near-shoringu, dywersyfikacji i friend-shoringu
Najlepiej widać to w badaniach firm działających w strefie euro. ECB wskazuje, że duże przedsiębiorstwa spodziewają się w kolejnych latach większej aktywności w relokacji operacji, aby zwiększyć odporność biznesu. W badaniu banku firmy deklarowały, że w nadchodzących pięciu latach znacznie częściej będą stosować near-shoring, dywersyfikację i friend-shoring niż w poprzednich pięciu latach. W przypadku samych dostaw wejściowych udział firm oczekujących większego stosowania tych strategii wzrósł z 55% do 80%, a 42% firm spodziewa się friend-shoringu wobec zaledwie 9% wcześniej.
Co jeszcze ważniejsze, ECB zauważa, że ten ruch nie oznacza prostego zamknięcia się Europy. Część firm nadal myśli o przesuwaniu produkcji poza UE, ale jednocześnie wzrasta skłonność do większego wykorzystania dostawców z UE. W praktyce oznacza to, że Europa może zyskiwać jako przestrzeń bardziej zaufanej produkcji i zaopatrzenia, nawet jeśli nie odzyska całej produkcji utraconej w poprzednich dekadach.
Chiny pozostają kluczowe, ale są też coraz częściej postrzegane jako źródło ryzyka
ECB pokazuje też, że Chiny były dominującym źródłem krytycznych komponentów dla badanych firm i jednocześnie krajem najczęściej wskazywanym jako źródło ryzyka dla własnych łańcuchów dostaw lub całego sektora. 55% respondentów deklarowało silną zależność od krytycznych wejść z konkretnego kraju lub krajów, a niemal wszyscy spośród tych, którzy widzieli podwyższone ryzyko, wskazywali właśnie na Chiny. Dwie trzecie wszystkich respondentów uznało Chiny za kraj stwarzający lub mogący stwarzać ryzyko dla łańcuchów dostaw ich sektora.
To nie oznacza, że Europa zrywa z Chinami. Oznacza raczej, że wiele firm przestaje uznawać zależność od Chin za neutralny element modelu biznesowego. Coraz częściej staje się ona czymś, co trzeba aktywnie zarządzać.
Geopolityka coraz mocniej wpływa także na inwestycje
Zmienia się nie tylko handel, ale też inwestycje. ECB w analizie greenfield FDI zauważa, że firmy i państwa coraz częściej patrzą na inwestycje przez pryzmat podatności łańcuchów dostaw, a zmiany w układzie inwestycji mogą zapowiadać dalszą fragmentację globalnych sieci handlowych. Jednocześnie euro area i inne kraje UE zaczęły korzystać z napływu inwestycji greenfield po 2022 roku na poziomie wyższym niż przed pandemią.
To ważna informacja dla Europy. Część przebudowy globalizacji nie dzieje się więc poprzez dramatyczny spadek handlu, lecz poprzez zmianę kierunków inwestowania, lokowania nowych zakładów i przebudowy relacji z dostawcami.
Co to oznacza dla Europy jako gospodarki
Europa zyskuje szansę na częściowe skrócenie i wzmocnienie łańcuchów
Dla UE przebudowa łańcuchów dostaw jest zarówno wyzwaniem, jak i okazją. Z jednej strony Europa płaci za większą ostrożność wyższymi kosztami, bo bardziej odporny łańcuch rzadko bywa najtańszym łańcuchem. ECB odnotowuje, że 60% firm uznało, iż zmiany w lokalizacji produkcji i zaopatrzenia podniosły ich ceny sprzedaży w ostatnich pięciu latach.
Z drugiej strony większa skłonność do near-shoringu i sourcingu w obrębie UE może wzmacniać europejską bazę przemysłową, logistykę, magazynowanie, komponenty i usługi biznesowe. To szczególnie ważne dla regionów, które mogą wejść do nowych lub rozbudowanych łańcuchów wartości jako bardziej przewidywalni partnerzy produkcyjni.
Ale Europa nie może mylić odporności z protekcjonizmem
Druga ważna kwestia jest bardziej strategiczna. OECD wyraźnie zaznacza, że część reakcji na ryzyko — zwłaszcza źle zaprojektowana — może osłabiać korzyści płynące z międzynarodowych powiązań. Dobrze zdywersyfikowane łańcuchy dostaw potrafią wzmacniać odporność właśnie dlatego, że dają więcej opcji przełączania się między partnerami. Zbyt daleko idące zamykanie się może tę odporność paradoksalnie osłabić.
Europa stoi więc przed trudnym zadaniem: ma ograniczać nadmierne zależności, ale nie może przy tym zniszczyć korzyści z handlu i specjalizacji, które przez dekady wspierały jej produktywność.
Co to oznacza dla firm działających w Europie
Koniec modelu opartego wyłącznie na najniższym koszcie
Dla przedsiębiorstw najważniejsza zmiana jest bardzo praktyczna. Koszt nadal ma znaczenie, ale coraz rzadziej jest jedynym kryterium projektowania łańcucha dostaw. Coraz większe znaczenie mają dziś:
- dywersyfikacja dostawców,
- bliższa geograficznie produkcja,
- dostęp do energii i infrastruktury,
- stabilność regulacyjna,
- odporność na szoki polityczne i logistyczne,
- większa przejrzystość pochodzenia komponentów.
OECD podkreśla, że wybór lokalizacji ogniw łańcucha zależy coraz mocniej od jakości infrastruktury, energii, regulacji i kosztów krajowych, a nie tylko od taryf celnych czy płac.
W praktyce oznacza to, że firmy, które nadal budują strategię wyłącznie na najtańszym źródle zakupu, mogą być coraz bardziej narażone na zakłócenia. Z kolei przewagę mogą zdobywać te organizacje, które są w stanie połączyć koszt z odpornością.
Europejskie firmy będą częściej płaciły za spokój i przewidywalność
To jedna z najważniejszych zmian mentalnych. W nowym modelu część przedsiębiorstw świadomie zaakceptuje nieco wyższy koszt jednostkowy w zamian za większą pewność dostaw, krótszy czas transportu, lepszy kontakt z dostawcą i mniejsze ryzyko polityczne. To nie jest już tylko kwestia logistyki. To coraz częściej element strategii zarządczej i finansowej.
Najkrócej: nie mamy końca globalizacji, tylko bardziej selektywną globalizację
Poniżej ten obraz da się ująć bardzo prosto:
| Dawny model | Obecny model |
|---|---|
| najtaniej skądkolwiek | rozsądnie tanio, ale z większą odpornością |
| długi łańcuch = przewaga kosztowa | zbyt długi łańcuch = potencjalne ryzyko |
| koncentracja na wydajności | równowaga między wydajnością a bezpieczeństwem |
| dostawca jako koszt | dostawca jako element bezpieczeństwa operacyjnego |
| globalizacja jako domyślność | globalizacja filtrowana przez geopolitykę |
Ten układ dobrze pokazuje, dlaczego mówienie o klasycznej deglobalizacji bywa dziś mylące. Świat nie tyle odwraca się od handlu, ile przestaje ufać modelowi nadmiernie wydłużonych i nadmiernie skoncentrowanych zależności.
Deglobalizacja postępuje bardziej jako przebudowa niż jako odwrót
Najuczciwsza odpowiedź na pytanie z tytułu brzmi więc tak: deglobalizacja postępuje, ale przede wszystkim jako przebudowa logiki globalizacji, a nie jej pełny rozpad. Europa nie zamyka się na świat, lecz coraz wyraźniej przebudowuje swoje łańcuchy dostaw wokół większej odporności, dywersyfikacji i ostrożności wobec zależności strategicznych. Firmy częściej myślą o near-shoringu, friend-shoringu i większym wykorzystaniu dostawców z UE, ale pełne porzucenie globalnych sieci jest ani realistyczne, ani koniecznie korzystne.
To właśnie dlatego Europa nie wchodzi dziś w epokę prostego „po globalizacji”. Wchodzi raczej w epokę globalizacji mniej beztroskiej, bardziej politycznej i bardziej ostrożnej. A to dla łańcuchów dostaw oznacza bardzo dużą zmianę — nawet jeśli na mapie świata fabryki i porty nie znikają z dnia na dzień.

